NR 32
(PAŹDZIERNIK 2003)
Yiquan
LETNI OBÓZ - INTENSYWNE SZKOLENIE YIQUAN
AŁUSZTA NA KRYMIE, 30 SIERPNIA - 12 WRZEŚNIA 2003
Andrzej Kalisz
akademia@yiquan.com.pl
http://www.yiquan.com.pl
|
|
W dniach 30 sierpnia - 12 września 2003 roku odbył się drugi już, prowadzony przez Andrzeja Kalisza, obóz yiquan na Krymie, przeznaczony dla adeptów tego systemu z Ukrainy, Rosji i Polski. 28 sierpnia wieczorem wyruszyliśmy z Warszawy autobusem do Lwowa. Rano jesteśmy we Lwowie. Trochę czasu na zwiedzanie i na dworcu spotykamy się z grupami ze Śląska, Zielonej Góry i kolegami ze Lwowa. Zaopatrzeni w nasz ulubiony Żiwczik (napój jabłkowy z dodatkiem echinacei) wsiadamy do pociągu. Przed nami 27 godzin podróży do Symferopola. Wyczekujemy każdej stacji na której będzie dłuższy postój, by kupić coś smakowitego do jedzenia - warieniki, pirożki, ryby, a gdy zbliżymy się do morza także krewetki. Z Symferopola międzymiastowym trolejbusem przez górskie przełęcze jedziemy do Ałuszty. Tam spotykamy kolejnych ukraińskich kolegów. Bagaże pakujemy do kombi Andrieja, a sami idziemy zaułkami Ałuszty. Wala przydziela nam kwatery i mamy trochę czasu na odpoczynek przed wieczornym treningiem.
Pierwszy trening skoncentrował się na
absolutnych podstawach yiquan. Przez kolejne dwa tygodnie grupa początkująca
poznawała ćwiczenia pozycyjne - zhan zhuang, ćwiczenia w powolnym
ruchu - shi li i moca bu, ćwiczenia dynamiczne - fa li
oraz podstawowe ćwiczenia pchających rąk - tui shou. Średnio-zaawansowani
pracowali m.in. z trudniejszymi ćwiczeniami zhan zhuang, łączeniem ćwiczeń
shi li w swobodnie zmieniającej się kolejności, kolejnymi ćwiczeniami
fa li, w tym z łączeniem ich w rodzaj "walki z cieniem",
zastosowaniem różnych form emisji siły - fa li w ćwiczeniach tui shou,
treningiem wzroku i oddechu, i uproszczonymi formami sparingu.
Grupa najbardziej zaawansowana uczyła się m.in. kontrowania różnych form fa
li w ćwiczeniach tui shou, ćwiczyła różne formy sparingów
zadaniowych i swobodnych, a także uderzenia na łapach i worku.
Oczywiście pobyt w miejscu tak ciekawym jak Krym
nie ograniczał się do samych treningów. Pogoda nam sprzyjała, umożliwiając
zarówno kąpiele w morzu, jak i wędrówki po górach i wycieczki do dalszych
zakątków półwyspu. W zależności od zainteresowań dzieliliśmy się na
mniejsze grupy, wędrujące ku różnym celom. Nasze górskie wędrówki
prowadziły m.in. na szczyty Demerdżi i Czatyrdach. Zwiedzaliśmy
wspaniałe górskie jaskinie, twierdzę w Sudaku, Jałtę i
zameczek "Jaskółcze gniazdo", Bachczysaraj - stolicę Tatarów
krymskich, z pałacem chanów, monastyrem Uspienskim i Czufut
Kale - skalnym miastem Karaimów, z którego podziwiać można wspaniały
widok na Wielki Kanion krymski.
Większą grupą udaliśmy się na górę Aj
Petri. Niezapomnianych wrażeń dostarczył nam wjazd na nią kolejką linową,
gdy wagonik znajdował się kilkaset metrów nad podłożem. Zdawało się to
tak nierealne, jakbyśmy widoki te oglądali w telewizji, a nie przez okno
kolejki. Gdy jednak kolejka zatrzymała się na chwilę nad przepaścią i zakołysała,
poczucie realności gwałtownie się zwiększyło:) Po wyjściu z kolejki,
która wwiozła nas niemal z poziomu morza na wysokość ponad 1100 metrów, okazało
się, że znaleźliśmy się na dużym płaskowyżu. Tuż przy górnej stacji
kolejki rozpostarło się "miasteczko" złożone z kilkudziesięciu
tatarskich restauracji. Dokonaliśmy tam degustacji win domowej produkcji. Mimo
ciekawych wrażeń smakowych, uznaliśmy że nie umywają się one jednak do
markowych krymskich win, takich jak np. produkowane przez zjednoczenie "Massandra".
Zamówiliśmy potrawy, które zostały dla nas przygotowane w czasie, gdy my
weszliśmy jeszcze kilkadziesiąt metrów w górę, na sam szczyt Aj Petri. Po
powrocie z góry i po posiłku pojechaliśmy mikrobusem przez płaskowyż, zjeżdżając
następnie drogą 224 zakrętów w głąb Wielkiego Kanionu.
Tam wędrowaliśmy wzdłuż górskiej rzeki i kąpaliśmy
się w jej zagłębieniach. Pierwsze z nich nazywane jest "Jeziorem miłości".
Przewodniczka powiedziała nam, że kto się w nim wykąpie, z pewnością będzie
kochany. Chwilę po tym dodała, że dotyczy to tylko tych części ciała, które
zostaną zanurzone. Co przezorniejsi zanurzyli się w całości. Temperatura
wody wynosiła 8 stopni Celsjusza. Przeżycie było niesamowite! Kąpaliśmy się
też w "Wannie młodości", co zapewnić nam powinno zdrowie i
długą młodość. Z bliżej nieokreślonych przyczyn nikt nie zdecydował się
na kąpiel w "Wannie odpuszczenia grzechów". Ale nic
straconego. Kilka dni później, gdy pojechaliśmy do Bałakławy, mogliśmy
to nadrobić, kąpiąc się w nadmorskiej "Grocie odpuszczenia grzechów".
Cała podróż do Bałakławy, wiodąca nadmorską drogą u podnóża gór, przez Jałtę w kierunku Sewastopola, obfitowała w niezwykłe krajobrazy. Bałakława, miasteczko w zatoce otoczonej skalistymi górami, to jeden z największych na świecie naturalnych portów. W czasach ZSRR znajdowała się tu baza okrętów podwodnych i cały teren był niedostępny. Dziś cumują tu jachty i łodzie motorowe oraz organizowane są rejsy dla turystów. Również my udaliśmy się na morską wycieczkę łodzią .motorową. Płynąc wzdłuż wybrzeża podziwialiśmy niezwykłe kształty skał "Zaginionego Świata". Przejrzystość morza była zachwycająca. Na pewnym odcinku obserwowaliśmy ogromną liczbę meduz. W pewnym momencie kapitan podpłynął ku skałom i wskazał nam niewielki otwór prowadzący do groty. Po drabince zeszliśmy do morza i popłynęliśmy ku grocie. Wewnątrz mogliśmy podziwiać niezwykły efekt naturalnego podświetlenia groty od dołu, poprzez otwory znajdujące się kilka metrów pod powierzchnią wody. Niektórzy, wyposażeni w maski mogli jeszcze cieszyć się niesamowitym pięknem podwodnego świata. Niestety nikt z nas nie był wyposażony w odpowiedni aparat, by móc udokumentować te przepiękne widoki.
Po chwili wróciliśmy na łódź i popłynęliśmy
ku wspomnianej już "Grocie odpuszczenia grzechów". Ta okazała
się znacznie większa i łódź mogła wpłynąć dość daleko w głąb, tak
by również ci, którzy słabiej pływają mogli ją obejrzeć. Następnie łódź
wypłynęła na zewnątrz i przyszła kolej na zwiedzanie groty wpław. Dno
podobnie jak w poprzedniej jaskini było znakomicie widoczne i wydawało się
znajdować tuż, tuż. Zaskoczeniem dla osób, które nie miały wcześniej
okazji pływać w tak przejrzystej wodzie, była informacja, że głębokość
wody wewnątrz groty wynosiła 9 metrów, a u jej wlotu 14 metrów. Tuż przy
wlocie do groty, pod powierzchnią znajduje się obfite źródło słodkiej
wody. Mogliśmy sprawdzić, że rzeczywiście woda w tym miejscu jest słodka,
podczas gdy nieco dalej już słona. Wspaniały widok roztacza się, gdy wewnątrz
groty płynie się na grzbiecie. Dopiero wtedy można zauważyć, jak wysoko
znajduje się jej sklepienie. Chwilę pływaliśmy też na zewnątrz groty, pożyczając
maski od tych, którzy je mieli, by móc lepiej ocenić piękno pod powierzchnią.
Później łódź oddaliła się nieco od brzegu, byśmy mogli popływać w głębszej
wodzie - 180 metrów. W powrotnej drodze do portu poczęstowani zostaliśmy
przez załogę surowymi rybami. Początkowo podchodziliśmy do tego poczęstunku
z rezerwą. W końcu jednak wszyscy spróbowali choćby po kawałku ryby.
Czasem byliśmy tak zmęczeni
treningami i programem turystycznym, że pozostawaliśmy na miejscu, koncentrując
się na życiu towarzyskim i kulinarnym. Bar "Kasztan" już w
poprzednim roku stal się naszym ulubionym lokalem. Do dań najczęściej
zamawianych należały m.in. barszcz, żarkoje, pielmieni, warieniki,
krewetki, kalmary nadziewane warzywami i ryba sudak
nadziewana małżami. Ponieważ zakwaterowani byliśmy w samodzielnych
mieszkaniach, mogliśmy bez skrępowania korzystać z kuchni i przygotowywać
potrawy z świeżych produktów zakupionych na bazarze. Grzegorz z Chorzowa, jak
i rok wcześniej, upiekł nam znakomite buleczki i przygotował do nich świetne
masło czosnkowe i paprykowe. W małym lokaliku przy nadmorskiej promenadzie
zachwycaliśmy się natomiast gorącą czekoladą i kawą na sposób wschodni -
podgrzewaną w tygielkach w gorącym piasku.
Podobnie jak rok wcześniej, udaliśmy się na degustację win do ałusztańskiej wytwórni zjednoczenia "Massandra". Niestety z powodu zamieszania degustacja nie była tak udana jak poprzednio. Bardziej udane były natomiast nasze prywatne degustacje win rozlewanych w firmowych punktach "Massandry". Oczywiście przed powrotem do Polski nie zapomnieliśmy o tym, by zaopatrzyć się w ich butelkowane wersje.
Po raz drugi wróciliśmy z Krymu usatysfakcjonowani. Kolejny wyjazd za rok.
Autorzy zdjęć: Grzegorz Rakoczy, Grzegorz Werstler, Andrzej Kalisz
Strona została przygotowana przez Tomasza Grycana.
Wszelkie pytania i uwagi dotyczące serwisu "Neijia" proszę przesyłać na adres:
Uwaga! Zanim wyślesz e-mail, przeczytaj dokładnie F.A.Q.