Kolorowy napis z ideogramami: Świat Nei Jia

NR 18 (CZERWIEC 2001)

Spis treści:

Powrót do strony głównej.


WSTĘP

Serdecznie witam w czerwcowym wydaniu "Świata Nei Jia".

W internecie znajduje się coraz więcej polskojęzycznych stron poświęconych sztukom walki. To bardzo dobrze, że zaczęto w końcu powszechniej wykorzystywać to nowe medium przenoszenia informacji. Problem w tym, że strony te są rzadko aktualizowane, a przez to stają się źródłem dezinformacji. Podam mały przykład. Pół roku temu uległ zmianie adres mojego serwisu, dodano trzy litery "www" na jego początku. Niby nic, a jednak wszystkie odnośniki z innych serwisów przestały działać, nie kierują już do mnie. Od kilku miesięcy proszę o dokonanie poprawki, wysyłam listy do twórców stron, u których znalazłem ten błąd i nic. Ciągle wszystko jest po staremu. Niezorientowany internauta klikający na taki stary link, dowiaduje się, że strona Magazynu "Świat Nei Jia" nie istnieje, bo miejsca o takim adresie nie ma. I w rezultacie ktoś kto miał dobre intencje, znalazł moją stronę i umieścił do niej link u siebie, w chwili obecnej uniemożliwia dotarcie do niej. Przez te nieaktualne odnośniki, liczba odwiedzających mój serwis znacznie spadła. Zdaję sobie sprawę, że bardzo trudno jest nadążyć za zmianami w internecie, u mnie także pojawiają się nieaktualne linki, ale jeżeli ktoś przyśle mi e-mail z nowym adres, praktycznie od razu go uaktualniam.

Aby jakoś temu zaradzić i zdopingować webmasterów, powstała idea Webringu, który grupowałby ciekawe strony, stale aktualizowane. W polskim świecie sztuk walki wiele się dzieje. Coraz częściej przyjeżdżają wielcy mistrzowie, odbywają się ciekawe seminaria i pokazy. Dlatego bardzo ważne jest, aby i strony internetowe nadążały za tym wszystkim.

Namawiam do aktywnego spędzenia wakacji. Informacje o kilku ciekawych imprezach możecie znaleźć w dziale "Wydarzenia, seminaria". Szczególnie interesująco zapowiada się seminarium z shaolińskim mnichem - Shi Su Gang.

Pozdrawiam i życzę słonecznych wakacji, w których nabierzecie energii do dalszych intensywnych treningów.

Tomasz Grycan

P.S.
I jeszcze mała informacja, o konkursie, który organizuje Krzysztof Operacz:

"Jako administrator serwisu Warszawskiej szkoły Tai Chi - YMAA Warszawa ogłaszam konkurs fotograficzny pt. "Ćwiczymy na wakacjach". Zbliża się czas obozów, wyjazdów w plener i spotkań z ciekawymi ludźmi. Zawsze w czasie takich imprez powstaje dużo ciekawych zdjęć. Zapraszam do rywalizacji. Przewidywane są (niewielkie) nagrody. Premiowane będą zdjęcia które oddają "ducha" ćwiczeń a także ciekawe ujęcia całej otoczki towarzyszącej letnim wyjazdom. Termin przysyłania prac 30.09.2001. Więcej szczegółów na stronie www.ymaawarszawa.prv.pl. Zapraszam sponsorów. Kontakt: aprudy@free.of.pl"

P.S.2
Jeszcze raz prosze, przekażcie swoim znajomym aktualny adres (http://www.wudang.cis.com.pl) tego magazynu, aby bez problemu trafiał do wszystkich.

Powrót do spisu treści


WEBRING POLSKICH STRON, POŚWIĘCONYCH CHIŃSKIM SZTUKOM WALKI
Jaromir Śniegowski

Polskie Towarzystwo Rozwoju Chen Tai Ji Quan
chen@yoyo.pl

Polskojęzycznych stron, poświęconych temu zagadnieniu jest jeszcze niewiele - niewiele z nich zawiera coś więcej, niż wizytówki szkół i instruktorów, wobec czego nie można z nich zasięgnąć dokładnych informacji o stylu, jego metodach treningowych, formach i tradycjach. Trudno tu liczyć na wyszukiwarki - podadzą po prostu katalog stron, bez oceny ich zawartości, a sprawdzenie danych zajmie dużo czasu.

Moja inicjatywa, poparta przez Tomasza Grycana, redaktora "Świata Nei Jia" i Andrzeja Kalisza, autora jednego z najbardziej kompetentnych serwisów, omawiających wewnętrzne sztuki walki (www.yiquan.com.pl), ma za zadanie uzupełnić te braki. Już niedługo, po uzyskaniu zgody wszystkich zainteresowanych, będziecie mogli zobaczyć na stronach "index.html" lub "main.html" naszych serwisów niewielki odnośnik graficzny, którego kliknięcie będzie otwierało stronę z paroma (na razie) linkami. Prowadzić będą do stron i serwisów, na których znajdują się polskojęzyczne materiały, opisujące bliżej style walki, ich formy wraz z ich rolą w treningu czy nazwami ruchów, artykuły omawiające różne aspekty ćwiczenia i tłumaczenia tekstów źródłowych, właściwych dla danego stylu. Ważne jest dla nas, by serwisy te były względnie często aktualizowane.

Selekcjonując uczestników naszego webringu, podejmujemy się oceny zamieszczonych tekstów i ich przydatności dla osób trenujących, lub zastanawiających się nad podjęciem treningu, a nie wartości samej szkoły lub instruktora. Jeśli spotkamy w sieci jakiś nowe źródło takowych, gotowi jesteśmy do współpracy. Chodzi nam bowiem o to, by każdy chętny mógł szybko i bez zbędnego przeszukiwania wszystkich stron znaleźć możliwie pełną (i pewną) informację o interesującej nas dziedzinie.

Zakończenie prac nad tworzeniem webringu będzie ogłoszone na naszych stronach w dziale "Aktualności". Tam też podamy wygląd odnośnika graficznego i wstępną listę uczestników. Z góry zapraszam do żeglowania po naszych linkach. Mimo ubóstwa polskiej sieci, jest w niej jednak parę stron, z których zaczerpnąć można na prawdę kompetentne informacje.

logo webringu

Logo webringu

Z ostatniej chwili:
Webring już działa. Kliknij na jego ikonkę.

Powrót do spisu treści


Yiquan

WĄTPLIWOŚCI I PYTANIA
Andrzej Kalisz

yiquan@yiquan.com.pl
http://www.yiquan.com.pl

Yiquan (dachengquan) - odmiana kung-fu (wushu), której rozwój zapoczątkowany został w latach dwudziestych XX wieku przez słynnego mistrza Wang Xiangzhai (1885-1963), jest sztuką walki niepodobną do innych, oferującą system metod treningowych jedyny w swoim rodzaju.
Wielu osobom trudno jest jednak zrozumieć na czym polega nauka yiquan. To z czym się tu spotykają zbyt odbiega od ich wyobrażeń o sztuce walki.

PO CO ONI TAK STOJĄ?

Ćwiczenia pozycyjne zhan zhuang stanowią najbardziej podstawowy element treningu yiquan. Ćwiczącym inne sztuki walki trudno zapewne zrozumieć dlaczego przywiązujemy do nich tak wielką wagę. Otóż dzieje się tak, ponieważ doświadczenie dowodzi, iż jest to stosunkowo prosta, a jednocześnie bardzo efektywna metoda służąca rozwinięciu tego, co w tradycyjnych systemach wewnętrznych określane jest mianem nei jin (siła wewnętrzna). By rozwinąć ten specyficzny sposób użycia siły ciała, niezbędna jest intensywna, skupiona i precyzyjna praca, podczas której szczególnie zaangażowany jest umysł. Jaki sposób treningu najbardziej temu sprzyja? Mistrz Wang Xiangzhai mawiał: "Ruch krótki jest tu lepszy od ruchu długiego, bezruch jest lepszy od ruchu krótkiego, ruch w bezruchu jest wiecznie rodzącym się i nigdy nie ustającym ruchem". Ten cytat wskazuje, że wbrew pozorom, zhan zhuang nie są zwykłymi ćwiczeniami statycznymi (chociaż może tak być w przypadku ćwiczeń zhan zhuang wykorzystywanych w innych systemach). Innymi słowy, zhan zhuang to nie nieruchoma pozycja, ale raczej bardzo krótki odcinek, wręcz punkt ruchu. Dzięki tym ćwiczeniom możemy wypracować skoordynowane użycie siły całego ciała w bardzo prostej sytuacji, koncentrując się na tym co najistotniejsze, a nie na skomplikowanej formie ruchu, i dzięki temu będąc w stanie zwrócić uwagę na znacznie więcej istotnych szczegółów, nie "prześlizgując się" ponad nimi.
Z kolei ćwiczenia w powolnym ruchu - shi li, potraktować można jako cały ciąg krótkich odcinków, czy wręcz punktów zhan zhuang. Jak powiedział Wang Xiangzhai: "Shi li to rozciągnięte w przestrzeni ćwiczenia zhan zhuang, a zhan zhuang to skrócone shi li". W shi li w każdym punkcie ruchu powinniśmy zachowywać odczucie takie jak w zhan zhuang. Te ćwiczenia pozwalają nam skontrolować, czy w ruchu, w każdym jego momencie, jesteśmy w stanie zachować takie samo odczucie "siły" jak w zhan zhuang. Zhan zhuang i shi li pozwalają rozwinąć "ciągłe" odczucie ciała/siły. Stanowią one w yiquan niezbędną podstawę dla bardziej zaawansowanych metod treningowych, jak fa li (dynamiczna emisja siły), tui shou ("przepychanie rąk") i san shou (wolna walka).

SIŁA, ENERGIA, TECHNIKA?

Owa charakterystyczna dla systemów wewnętrznych "siła wewnętrzna" nie powinna być uważana za jakiś niezwykły, nieznany nauce rodzaj energii. W rozumieniu yiquan jest to po prostu specyficzny, efektywny sposób użycia naturalnych możliwości ludzkiego ciała. Doskonalenie użycia tej siły stanowi centralny motyw nauki yiquan. Natomiast posługiwanie się w odniesieniu do yiquan kategorią "systemu technik" pozbawione jest większego sensu. Ćwiczącym niektóre sztuki walki prawdopodobnie trudno jest to zrozumieć, ale powinno być oczywiste przynajmniej dla uprawiających style wewnętrzne. Nieco upraszczając zagadnienie można powiedzieć, że chodzi tu nie o opanowanie określonego zestawu, czy systemu technik, lecz o umiejętność "zmian siły" (jin de bianhua) - nieustannych zmian kierunków i sposobów działania sił w każdej części ciała, w każdym punkcie ruchu, w niezliczonej liczbie sytuacji.

A GŁĘBSZE IDEE?

Od lat, zajmując się najpierw taijiquan (t'ai chi ch'uan), a później yiquan, nieustannie spotykam się z ludźmi, którzy nie dowierzają, iż są to normalne sztuki walki, tak jak np. karate, taekwondo, czy "zewnętrzne" odmiany kung-fu. Metody treningowe zarówno taijiquan, jak i yiquan są tak odmienne (kładąc nacisk na specyficzną koordynację umysłu i ciała, a nie na typowo rozumiany trening fizyczny), że laik rzeczywiście może być mocno zdumiony, gdy słyszy, że nie są to tylko "ćwiczenia zdrowotne". W rezultacie takiej sytuacji, podkreślać wciąż muszę, że są to sztuki walki, a te nietypowe ćwiczenia służą właśnie rozwojowi umiejętności walki wręcz. Niestety, jak się okazuje, niektórzy z kolei wyciągają stąd wniosek, że jedynym celem treningu jest tu sprawność w walce. Otóż jest to ogromne nieporozumienie.
Wang Xiangzhai tak określał 3 główne cele treningu yiquan:

Walory moralne adepta są niezwykle istotne. "Cnoty wojownika" (wude) to podstawowe pojęcie w kung-fu (wushu). Mówi się: "Ucząc się sztuki walki, przede wszystkim trzeba uczyć się być dobrym człowiekiem".
Twórca yiquan w eseju "Korzyść z uprawiania sztuki walki" napisał: "Jeśli chodzi o samodoskonalenie, to zacząć należy od zasad charakteru, czterech cech zewnętrznych i ośmiu wymogów. Zasady charakteru to: szanować starszych, opiekować się młodszymi, mieć poczucie sprawiedliwości, dbać o innych, być mądrym i odważnym, być szczodrym, być solidnym, być konsekwentnym, być wytrwałym. Cztery cechy zewnętrzne to: wyprostowana głowa, prosty wzrok, dostojna postawa, spokojny głos. Osiem wymogów to: spokój, pokora, skromność, rozsądek, szacunek, uważność, świadomość, pokojowość".

Powrót do spisu treści


Mistrzowie taijiquanu

CHEN FAKE
Jaromir Śniegowski

Polskie Towarzystwo Rozwoju Chen Tai Ji Quan
chen@chen.org.pl

Chen Fake

Jednym z ostatnich mistrzów taijiquanu, którzy musieli walczyć w pojedynkach o uznanie swego stylu był słynny członek rodu Chen, Chen Fake (Chen Fako), który w pierwszej połowie XX w. stoczył w Pekinie wiele pojedynków ze słynnymi mistrzami. Nie słychać jednak o tym, by kogoś zabił, co mogło się zdarzyć w okresie, gdy w Chinach toczyła się bezlitosna wojna, a poszczególnymi prowincjami rządzili "panowie wojny"', u których sprawiedliwość można było kupić za czasem niewielką cenę.

Do tego okresu członkowie rodu Chen rzadko ruszali się ze swej wioski. Od kiedy jednak dziadek Fake, Chen Changxing zdecydował się uczyć ludzi spoza rodziny (m.in. Yang Luchana, założyciela stylu Yang), techniki taijiquanu przestały być rodową tajemnicą. Szerzyły je w Chinach, zwłaszcza w Pekinie, rodziny Yang, Wu, Hao, Sun itd. W końcu i potomkowie Chen Wangtinga, założyciela stylu, zdecydowali się rozpowszechnić swą sztukę, widocznie zdenerwowani konkurencją. Przebywający w Pekinie Chen Zhaopi, stojąc w obliczu wielkich mistrzów poszczególnych stylów, którzy na przełomie wieków ściągnęli do "Północnej Stolicy", w 1928 roku zaprasza spadkobiercę stylu, urodzonego w 1887 roku Chen Fake, który wsławił się już walką z uzbrojonymi, próbującymi go zabić ludźmi jednego z "panów wojny"(1), Han Fuji, (usiłował go zmusić do służby w swych oddziałach), czy wygraniem wielu turniejów i pojedynkami ze znacznie starszymi i bardziej doświadczonymi od siebie zawodnikami. Podobno od wczesnej młodości powtarzał długą, "starą" formę taiji 30 razy dziennie, dochodząc czasem i do 100 powtórzeń. Jego metodą wzmacniania nadgarstków było ćwiczenie z 4-metrowym drągiem o 15-centymetrowej średnicy.

Jednak najbardziej znane są jego wyczyny z okresu pobytu w Pekinie, gdzie na początku musiał w ostrych walkach udowodnić wartość swej sztuki. M.in. już w trakcie pierwszego starcia wyrzucił przez okno jednego z trzech słynnych braci Li, tzn. najstarszego - najsilniejszego z nich, ale też znanego z aroganckiego i brutalnego zachowania.

Po tym incydencie wielu ze słynnych mistrzów innych stylów zgłosiło się na naukę stylu Chen, m.in. Xu Yushen, słynny mistrz, organizator zawodów i ruchu sztuk walki czy znany ze swej sprawności aktor opery pekińskiej Yang Xiaolu, specjalizujący się w odtwarzaniu ról wojowników.

W tym okresie stosunki między ćwiczącymi sztuki walki znacznie się ucywilizowały, i mniej było nagłych, dzikich walk z zaskoczenia, jakie często rozgrywały się w Pekinie w początkach wieku; odznaczyli się w nich np. Yang Luchan i jego synowie. Stąd większość słynnych walk Chen Fake rozgrywała się w atmosferze przyjacielskiej, przy okazji zawodów czy dyskusji o sztukach walki. Na ogół jeden z uznanych mistrzów proponował drugiemu pojedynek, który przerywano, gdy tylko uwidoczniła się przewaga jednego z nich. Z reguły chodziło o wartość stylu, czy rozwiązanie jakiegoś technicznego czy metodycznego problemu. Biorący udział w tych walkach z kurtuazją zapraszali się nawzajem do wykonania jakiejś techniki, a później demonstrowali swą sprawność w poradzeniu sobie z takim problemem. Np. walka Chen Fake ze słynnym zapaśnikiem Shen Sanem. Mistrz taiji poprosił go o wykonanie chwytu za nadgarstki. Po chwili stania w bezruchu obaj roześmieli się i przerwali walkę. Shen San nie mógł bowiem ani wykorzystać ruchów mistrza, ani sam się poruszyć. Chen poprzestał na tym i nie wykonał żadnej techniki, za co partner w tej walce zrewanżował się cennym prezentem i publiczną pochwałą w obecności uczniów Chen Fake. Walka z mistrzem Bagua, potężnie zbudowanym (ok. 100 kg wagi) Li Jianhua zakończyła się natomiast, gdy po pierwszym jego ciosie Chen odrzucił go na ścianę tak mocno, że pospadały z niej zawieszone fotografie a farba ze ściany wbiła się głęboko w ubiór Li.

Jak więc widzimy, Chen Fake niejako łączy dawne i nowe czasy. Od zaciętych, nieregulaminowych walk o życie i prestiż we wcześniejszym okresie przechodzi do kurtuazyjnych pojedynków, będących częścią technicznych dyskusji w okresie kształtowania się w Chinach ruchu kuoshu(2). Co więcej, na starość, po utworzeniu ChRL Chen Fake do swej śmierci w 1957 r. współpracował z innym słynnym mistrzem, Hu Yaozhenem, przy zakładaniu pekińskiej organizacji sztuk walki, używającej nowego terminu - wushu(3). Tak więc w jednym życiorysie połączyły się dawne, półfeudalne jeszcze czasy z okresem tworzenia organizacji wushu w komunistycznych Chinach. Jak na mistrza sztuki walki to bardzo osobliwa droga, być może świadcząca o umiejętności elastycznego przystosowania się do rzeczywistości, co można nazwać specjalnością taijiquanu.

Artykuł ukazał się w magazynie "Kung Fu" nr 4(6)/'92

Przypisy:

1. Tzn. "war lords"; nazywano tak w Chinach generałów, którzy zgodnie ze starą chińską tradycją przechwycili władzę w zajętych przez siebie regionach; rządzili twardą ręką, dysponując życiem i majątkiem osób sobie podległych, co rodziło powszechne bezprawie.

2. czyli "sztuka narodowa"; nazwy tej używali członkowie ruchu, usiłującego zjednoczyć wszystkie style w jednej organizacji i wypracować jedna metodykę szkolenia i rozgrywania zawodów w okresie Republiki Chińskiej. Organizacja o tej nazwie działa do dziś na Taiwanie, a należy do niej np. Polska Federacja Choy Lee Fut. W ChRL utworzono konkurencyjną organizację, używającą nazwy wushu.

3. "sztuki wojennej".

Powrót do spisu treści


Mistrzowie taijiquanu

CHEN XIAOWANG
Andrzej Kalisz

yiquan@yiquan.com.pl
http://www.yiquan.com.pl

Chen Xiaowang

Chen Xiaowang uznawany jest przez wielu za najwybitniejszego obecnie mistrza z rodu Chen. Urodził się w październiku 1946 roku. Gdy tylko zaczął chodzić i dopiero uczył się mówić, naśladował już ćwiczenia taijiquan swego ojca (Chen Zhaoxu - najstarszy syn legendarnego Chen Fake), stryjów i wujów.

Gdy zaczął uczęszczać do szkoły, jednocześnie rozpoczął poważną naukę taijiquan pod kierunkiem swego ojca. Wykazywał się wielkimi zdolnościami i pracowitością, lecz po pewnym czasie praktyki ćwiczeń podstawowych, znudzony ich monotonią i nie widząc ich bezpośredniego odniesienia do walki utracił zapał. Słysząc opowieści starych ludzi z wioski o wyczynach swoich przodków (w tym żyjącego jeszcze dziadka Chen Fake) czuł ogromną dumę, nie mógł jednak pozbyć się całkowicie wątpliwości, co do praktycznej wartości taijiquan. Do zmiany nastawienia przyczyniło się kilka wydarzeń.

Pewnego razu był świadkiem, jak jego wątłej budowy ojciec pokonał atletycznie zbudowanego mężczyznę, posyłając go w dal i jednocześnie wysoko w górę, tak że gdy upadł na ziemię, długo nie mógł się podnieść.

Innym razem, około 11-12 letni Xiaowang jechał autobusem. Jeden z pasażerów zapytał go skąd pochodzi. Gdy odpowiedział, że z Chenjiagou, inni pasażerowie zainteresowali się ich rozmową. Zaczęły padać pytania. Czy uprawia taijiquan? Czy zna słynnego mistrza Chen Fake? Po odpowiedzi, że ćwiczy taijiquan, a Chen Fake to jego dziadek, wszyscy zaczęli traktować go z wielką rewerencją - jedni proponowali by usiadł obok nich, inni częstowali swym prowiantem. Mały Chen Xiaowang był bardzo poruszony. Miał okazję przekonać się jak słynny jest jego dziadek i jak wysoko ceniony jest styl Chen taijiquan. Od tego momentu uwierzył w wartość tego, czego się uczył i zaczął ćwiczyć z pełnym zaangażowaniem.

Trwało to do 1966 roku, gdy w Chinach rozpoczęła się rewolucja kulturalna. Zakazano uprawiania tradycyjnych sztuk walki. Chen Xiaowang nie mógł zrozumieć co złego kryć się może w ćwiczeniu taijiquan. Wiele nocy spędził bezsennie, rozmyślając na ten temat. W końcu doszedł do rozsądnego wniosku, że jednak nie ma w tym nic złego. Ponieważ jego ojciec już wtedy nie żył, uczył się w tajemnicy od Chen Zhaopi.

Poza zebraniami krytycznymi i innymi szalonymi akcjami politycznymi, które zabierały mnóstwo czasu, a w których musiał brać udział, by sam nie stać się obiektem ataków, pracował jeszcze ciężko w polu. Mimo to zawsze znajdował czas na trening. Później, by wygospodarować więcej czasu na ćwiczenie, zdecydował, że nauczy się stolarki i tym rzemiosłem będzie zarabiał na życie. Z pożyczonymi narzędziami i niewielkim kawałkiem drewna rozpoczął samodzielną naukę. Wkrótce osiągnął takie umiejętności, że nie mógł nadązyć z realizacją coraz większej ilości zamówień. Nie udało mu się wygospodarować więcej czasu niż miał pracując na roli, nie zaniedbał jednak ćwiczenia taijiquan.

Po śmierci Chen Zhaopi został uczniem stryja Chen Zhaokui i poznawał zmodyfikowaną wersję dajia, jakiej jego dziadek Chen Fake nauczał w Pekinie w ostatnich latach życia.

W 1974 roku zaczął pracować jako zaopatrzeniowiec w fabryce maszyn. Ciągłe wyjazdy wymuszające nieregularny tryb życia nie sprzyjały systematycznemu treningowi. Chen wykorzystywał jednak każdą wolną chwilę, by ćwiczyć. W tym czasie coraz więcej osób prosiło go o lekcje taijiquan. Xiaowang odkrył, że wielu wypadkach nie potrafi odpowiedzieć na pytania uczniów typu: dlaczego tak, a nie inaczej? Wiedział, że pewne ćwiczenia należy wykonywać w określony sposób, ale często nie wiedział dlaczego. To zmobilizowało go do intensywnych studiów nad teorią taijiquan.

Po okresie rewolucji kulturalnej sztuki walki ponownie zaczęły się w Chinach dynamicznie rozwijać. Chen Xiaowang przystąpił do popularyzowania stylu swej rodziny. W 1979 roku spotkał się z wielkim uznaniem na ogólnokrajowej konferencji poświęconej wushu, która odbyła się w Nanningu, w regionie autonomicznym Guangxi. Podobnie w maju 1980 roku w Taiyuanie, w prowincji Shanxi. W grudniu tego samego roku został instruktorem w Instytucie Wushu Prowincji Henan.

W następnych latach stał się postacią powszechnie znaną, pisano o nim w prasie, mówiono w telewizji, o jego umiejętnościach zaczęły krążyć legendy. Zaczęli do niego zjeżdżać adepci taijiquan nie tylko z całych Chin, ale z wielu krajów świata. Obecnie mieszka w Australii.

Opracowanie na podstawie: Li Cheng - "Quan xiang chuan qi", Beijing 1990.

Artykuł powyższy opublikowany został w magazynie "Kung Fu" 1/97

Powrót do spisu treści


Chen Taijiquan

WIELKI MISTRZ CHEN XIAOWANG W POLSCE
Jarosław Jodzis

jarek@chentaiji.pl
World Chen Taiji Asscociation - Poland

"Największym sekretem Taijiquan jest dokładna
znajomość zasad oraz wytrwały trening"
Mistrz Chen Xiaowang

III Wizyta Wielkiego Mistrza Stylu Chen Taijiquan

Stare chińskie powiedzenie kung-fu mówi: "nauczyciel się pojawia, kiedy uczeń jest gotowy". Ma to jak najbardziej odniesienie do ćwiczących Taijiquan w Polsce. Już po raz trzeci odwiedził Polskę jeden z największych współczesnych mistrzów Taijiquan, spadkobierca stylu Chen w 19-tym pokoleniu, Wielki Mistrz Chen Xiaowang. Jest on wnukiem słynnego mistrza Chen Fake, który na początku dwudziestego wieku fascynował swoimi umiejętnościami cały Pekin. Mistrz Chen Xiaowang praktykuje Taijiquan od blisko pięćdziesięciu lat. Po wyjeździe z Chin w latach 80-tych zamieszkał w Sydney w Australii. Widząc ogromne zainteresowanie sztuką Taiji w świecie Zachodu a jednocześnie powierzchowność nauczania, postanowił, że jeśli ludzie chcą się jej uczyć i ćwiczyć, to powinni robić to dobrze. Dlatego też od ponad dziesięciu lat podróżuje po całym świecie , przez co najmniej dziewięć miesięcy każdego roku i naucza rodzinnego stylu, przełamując tym samym tradycję nie przekazywania sekretów rodzinnego systemu poza granicami Chin. Jak twierdzi Mistrz, największym sekretem jest dokładna znajomość zasad oraz wytrwały trening. Chociaż wiele osób zna te zasady, takich którzy dobrze je rozumieją jest niewielu, a tych co dobrze je rozumieją i ciężko ćwiczą, jeszcze mniej. Jak mówi powiedzenie kung-fu: "trudno jest znaleźć dobrego nauczyciela, a dobrego ucznia jeszcze trudniej".

"Łyk wody ze źródła" - spotkanie z mistrzem

W dniach pomiędzy 17 a 23 kwietniem 2001 r., w ośrodku w Ryni nad Zalewem Zegrzyńskim, Mistrz Chen Xiaowang nauczał dwóch skomponowanych przez siebie form: 19 i 38-ruchowej formy stylu Chen Taijiquan. Zostały one skomponowane przez Mistrza na podstawie tradycyjnych form - tzw. lao jia - starej formy i xin jia - nowej formy. (Poprzednie seminarium, które odbyło się w 2000 roku, było poświęcone ćwiczeniom chan si gong - energii jedwabnego kokonu). Ćwiczymy 7 - 8 godzin dziennie, oprócz tego część osób wstaje wcześnie rano, wykorzystując czas przed śniadaniem na powtarzanie i doskonalenie poznanych ruchów. Wielu zostaje także na sali treningowej po kolacji i wykładach Mistrza do późnej nocy. I są to zarówno osoby mające po raz pierwszy kontakt z Nauczycielem, jak i uczniowie zaawansowani w poznawaniu systemu. Jeszcze raz przekonaliśmy się, że idea by organizować seminaria w miejscach odseparowanych od miasta sprawdza się znakomicie. Mistrz Chen Xiaowang zauważył, że w ten sposób przez kilka dni można opanować materiał, który normalnie wymaga dwukrotnie dłuższego czasu. Dodatkową pomocą są wieczorne wykłady Mistrza na temat teorii Taiji, porady i odpowiedzi na pytania dotyczące wątpliwości związanych z rozumieniem zasad przepływu energii wewnętrznej qi, postępami a raczej brakiem postępów w treningu oraz historią rodziny Chen oraz powstania tej fascynującej sztuki walki.

Podczas ostatniego wieczoru Mistrz dał wspaniały pokaz swoich wielkich umiejętności. Wykonał formę z mieczem oraz drugą formę laojia - paochui - czyli "wybuchowych pięści ". Pokaz spotkał się z żywiołową reakcją wszystkich uczniów - długą owacją na stojąco. Dynamika połączona z lekkością i miękkością ruchów, a jednocześnie niesamowita siła uderzeń, pokaz najwyższych umiejętności użycia siły fa jin, w namacalny sposób uświadomiła wszystkim, dlaczego mistrzowie Taiji z rodziny Chen byli niepokonanymi ekspertami sztuk walki.

Jeszcze jeden dzień

Nie, to nie koniec nauki, udało się namówić Mistrza by w dniu odlotu z Polski poświęcił nam jeszcze kilka godzin na naukę Tui Shou - ćwiczeń Pchających Dłoni. Uczymy się 1 i 2 - giej formy Tui Shou (jest ich sumie pięć). Również i w tych ćwiczeniach z partnerem bardzo ważne jest odczuwanie krążenia energii wewnętrznej qi, wewnętrznych przemian yin i yang, kontroli własnego centrum, zachowania równowagi oraz rozluźnienia.

Dopiero dokładne wskazówki Mistrza Chen Xiaowanga uprzytamniają nam, jak powierzchowna była nasza znajomość form Taiji i ćwiczeń Tui Shou (wielu spośród nas ćwiczyło przez kilka lat u innych nauczycieli) a także ile pracy jeszcze nas czeka. Co najważniejsze, możemy bez przeszkód korzystać ze wskazówek urzeczywistnionego mistrza, z doświadczeń jego blisko pięćdziesięcioletniego okresu treningu oraz setek lat doświaczeń gromadzonych w jego rodzinie, rodzinie twórców Taijiquan. Czy to nie wspaniałe?

Dla wszystkich stało się jasne, że nauka ruchów i form to zaledwie pierwszy krok na drodze do urzeczywistnienia zasad Taiji. Można powiedzieć, że Taiji rozumiemy na tyle , na ile czujemy to własnym ciałem, a ciało, żeby poczuć qi, musi "zaliczyć" odpowiednią ilość powtórzeń, i to powtórzeń wykonanych poprawnie w określonym czasie. Dopiero kiedy zaczynamy sobie to wszystko uświadamiać, jest to początek właściwego treningu, setek powtórzeń, wczuwania się w równowagę ciała i umysłu, w rozluźnienie. Odczuwanie ciała i nasza wrażliwość ciała będą stopniowo się zwiększały, aż do momentu, kiedy sami będziemy w stanie korygować coraz subtelniejsze błędy ustawienia pozycji. Przez pierwsze lata niezbędny jest stały kontakt z Nauczycielem, który będzie mógł korygować nasze błędy i zablokowania przepływu qi.

Pożegnanie... i nowe możliwości!

Mistrz obiecał, że będzie przyjeżdżał do Polski systematycznie każdego roku. Jest to dla wszystkich zainteresowanych treningiem Taijiquan niezwykła okazja do poznania czym tak naprawdę jest sztuka Taiji. Nie ma znaczenia jaki styl Taiji ćwiczyliśmy, czy też ćwiczymy, i tak wszystkie mają swoje źródło w stylu rodziny Chen. Zasady krążenia qi, harmonii pomiędzy yin a yang są takie same. Istotne jest tylko jak dobrze rozumiemy te zasady i jak potrafimy je realizować. Tego niemożna nauczyć się samodzielnie lub też z kaset wideo, ani też od kogoś, kto zna je powierzchownie.

23 kwietnia, po treningu Tui Shou i obiedzie, odwozimy Mistrza na lotnisko, skąd leci na seminaria do Holandii, potem Anglii, Słowenii, USA oraz krajów Ameryki Południowej. W lipcu zobaczymy się z naszym Nauczycielem jeszcze raz na letnim obozie treningowym w Rogli na Słowenii, w Polsce dopiero za rok. Natomiast z najlepszym uczniem Mistrza Chen Xiaowanga w Europie, Janem Silberstorfem spotykamy się już za niecałe dwa tygodnie w Krakowie (seminarium to odbyło się w dniach 1-3.05. - przyp. K.D.).

PS. (przyp. JJ & KD) W kilka tygodni po zakończeniu treningu w Ryni okazuje się, że w drugiej połowie września b.r. na blisko dwa tygodnie przybędzie do Polski syn Mistrza Xiaowanga, Chen Yingjun.

Przed nami dużo nauki a także dużo możliwości do czynienia postępów w rozumieniu Taiji.

"Nauczyciel się pojawia, kiedy uczeń jest gotowy".

(Spisane "na gorąco" po seminarium myśli i refleksje Jarka Jodzisa, opracował i opatrzył międzytytułami Konrad Dynarowicz)

Powrót do spisu treści


Chen Taijiquan

ROZMOWY Z MISTRZEM
Jarosław Jodzis

jarek@chentaiji.pl
World Chen Taiji Asscociation - Poland

Podczas wykładów Mistrza Chen Xiao Wanga zadawano mu wiele pytań. Będąc tłumaczem Mistrza na tych spotkaniach, wybrałem kilka pytań, na które odpowiedzi mogą być interesujące dla wszystkich praktykujących sztuki walki.

- Pyt. Co jest najważniejsze w treningu taiji, co trzeba robić by czynić postępy?

- Odp. Najważniejsze jest dobre rozumienie zasad krążenia energii Qi i zachowania harmonii Yin i Yang i oczywiście systematyczny trening. Wiele osób ćwiczy bardzo ciężko, jednak bez dokładnej znajomości tych zasad nie robią postępu, co gorsze często wydaje im się, że je znają i im dłużej ćwiczą tym bardziej oddalają się od celu, nie dając sobie możliwości skorygowania swoich błędów.
Jest też jeszcze coś, co jest niezbędne do robienia postępu w każdym treningu, coś bez czego nie przekroczymy bariery powierzchowności w naszej nauce. Jest to nasz zapał, zaangażowanie, ogień wewnątrz, który zmusza nas do szukania Mistrza, pokonywania przeszkód, mozolnego treningu, poświęcania czasu i pieniędzy dla osiągnięcia pożądanej wiedzy Tylko mając ten zapał mamy szansę osiągnąć mistrzostwo. Mistrz jest ważny, może pokazać nam drogę, ale musimy przejść ją samodzielnie. To dlatego spośród tysięcy ćwiczących prawdziwe mistrzostwo osiąga tylko kilku. Nie dlatego, że coś więcej dostali od Mistrza, tylko mieli większy zapał do pogłębiania swoich umiejętności.

- Pyt. Po co uczymy się sztuki walki, technik władania mieczem, czy szablą? Dziś nikt nie walczy taką bronią.

- Odp. Mistrz spojrzał na obrazy wiszące w sali i zapytał; a po co malarze malują obrazy, portrety, pejzaże, przecież rzeczy, które oni malują mamy w naturze, realne i prawdziwe? To jest sztuka, tak samo jak malowanie, czy granie muzyki, nie koniecznie musi być praktycznie użyteczna tak jak w dawnych czasach.
Innym aspektem tego jest to, że poprzez trening rozwijamy się, zachowujemy zdrowie przezwyciężamy nasze słabości, kształtujemy charakter. W głębszym wymiarze jest to sztuka walki z własnymi słabościami i ograniczeniami, a poznawane zasady krążenia energii i harmonii Yin i Yang przenoszą się na nasze codzienne życie, relacje z ludźmi, pracę itp.

- Pyt. Często słyszymy w czasie treningu taiji o błędzie podwójnego ciężaru. Co to jest podwójny ciężar?

- Odp. Błąd podwójnego ciężaru jest, można powiedzieć, kluczową sprawą w treningu taiji. Każdy błąd ustawienia czy napięcie ciała w konsekwencji prowadzi do tzw. błędu podwójnego ciężaru. Wiele osób uważa, że błąd ten związany jest z równomiernym obciążeniem obu nóg. To nie jest tak. Bardzo często błąd ten występuje gdy ciężar nie jest równo rozłożony i odwrotnie możemy nie popełniać go, stojąc na równo obciążonych nogach. Błąd ten nie zależy od tego jak rozkładamy ciężar ciała. Jest on związany z połączeniem pracy tan-tien i krążenia Qi. Jeżeli wyobrazimy sobie tan-tien jako sferyczną kule Yin-Yang, to jej ustawienie ściśle odpowiada poszczególnym fazom krążenia Qi, co z kolei wymusza odpowiedni ruch i ustawienie ciała. Gdy zachowujemy harmonię między Yin i Yang, tzn. przemiany Yin w Yang i odwrotnie w odpowiednim momencie ruchu, tak aby stale utrzymywać równowagę, centrum i możliwość zmiany położenia tan-tien, wówczas bez względu jak jest rozłożony ciężar ciała, błąd podwójnego ciężaru nie wystąpi. Gdy tylko oddzielimy nasz ruch od ruchu tan-tien i przerwiemy polączenie Qi poszczególnych części ciała z tan-tien, wówczas wystąpi tzw. podwójny ciężar. Nasze ciało nie porusza się jako całość, jako kula.

- Pyt. Czy Mistrz ma jakieś doświadczenia w tym jak organizować rozwój Chen taijiquan, jakie są pułapki, które będą prowadzić do podziałów i w konsekwencji przeszkadzać w rozwoju tej sztuki w Polsce?

- Odp. To jest poważna sprawa, nie ma tu jednoznacznej odpowiedzi. Wszystko zależy od ludzi, którzy to organizują Wydaje mi się, że powinno być to otwarte, bez narzucania czegokolwiek. Pewne sprawy będą się same kształtować w miarę potrzeby.
Ważne jest żebyśmy byli ostrożni w naszych działaniach, nie walczyli ze sobą o pozycje. Naszym celem jest studiowanie zasad taiji. Powinniśmy być jak jedna rodzina i pomagać sobie nawzajem. Nie ma problemu, że w jednym mieście działa kilka grup. Jeśli współpracują ze sobą i szanują się nawzajem, będzie to korzystne dla wszystkich.
Może w przyszłości zorganizujemy coś w rodzaju egzaminów na określone pozycje dla osób pragnących zawodowo zajmować się nauczaniem taiji, które będą respektowane w całej naszej organizacji (World Chen Taiji Association). Póki co, pamiętajmy, że w formalnym ukłonie, gdy przykrywamy dłonią pięść, kciuk dłoni jest zgięty symbolizując, że nasze ego, chęć żeby być " numerem jeden" powinno być pohamowane.

Powrót do spisu treści


Chen Taijiquan

ZAPRASZAMY WSZYSTKICH CHĘTNYCH DO ĆWICZENIA Z WIELKIM MISTRZEM CHEN XIAOWANGIEM

Z Jarosławem Jodzisem, współorganizatorem przyjazdu do Polski spadkobiercy stylu Chen Taijiquan Wielkiego Mistrza Chen Xiaowanga w kwietniu 2001 roku, a także współzałożycielem WCTAP (World Chen Taiji Association Poland) rozmawiał Konrad Dynarowicz.

Konrad Dynarowicz: To już trzecia wizyta Wielkiego Mistrza Chen Xiaowanga w Polsce, jak to się zaczęło?

Jarosław Jodzis

Jarosław Jodzis: Mistrza Chen Xiaowanga poznałem w 1998 roku na seminarium w Hamburgu, potem jeszcze kilkakrotnie spotykaliśmy się na seminariach w Wiedniu, Brnie a także w Roglii na Słowenii na obozie treningowym. Do Polski po raz pierwszy Mistrz przyjechał w 1999 roku. Było to możliwe dzięki wyjątkowo szczęśliwemu zbiegowi okoliczności (nie ma zbiegów okoliczności, według mnie - przyp. K.D.). Tak się złożyło, że zaplanowane wcześniej seminarium w Wiedniu nie mogło dojść do skutku (Chen Si Hong, organizator przyjazdu Mistrza do Wiednia musiał wyjechać do Hong Kongu) a więc Mistrz miał wolny cały tydzień w kalendarzu. Chen Si Hong zaproponował abym w tym czasie zaprosił Mistrza Chen Xiaowanga do Polski. Dołączył do mnie sympatyczny Czech mówiący doskonale po chińsku i razem przekonaliśmy Mistrza do odwiedzenia Pragi a po Pradze odległej od niej o dwie godziny drogi Jeleniej Góry. Nie było to łatwe gdyż wiele ośrodków chciało go ściągnąć właśnie w tym czasie do siebie. Ale my byliśmy szybsi. I tak to się zaczęło. Potem za rok była wizyta w Warszawie i teraz jest po raz kolejny. Mam nadzieję, że na stałe weszliśmy do kalendarza podróży Mistrza.

K.D.: Jak wygląda obecnie sytuacja tradycyjnego stylu Chen Taijiquan w Polsce, jakie są perspektywy, plany na przyszłość?

J.J.: Obecnie we trójkę, tzn. Marek Baliński z Warszawy, Jaromir Śniegowski z Krakowa i ja, uzyskaliśmy od Mistrza zgodę na powołanie World Chen Taiji Association Poland związaną z WCTA (World Chen Taiji Association). Uzgodniliśmy, żeby uniknąć sporów ambicjonalnych, iż WCTAP będzie nieformalną organizacją zrzeszającą instruktorów prowadzadzących treningi tradycyjnego stylu Chen Taijiquan, którzy uzyskali na to aprobatę Mistrza. Wszelkie decyzje dotyczące seminariów, wizyt Nauczycieli i programów spotkań ustalamy wspólnie. Każdy z nas prowadzi własny ośrodek, gdzie ustala swoje własne zasady i pracy treningu.

W miarę rozwoju tej linii przekazu w Polsce, będzie powstawało coraz więcej grup i ośrodków. Zgodnie z sugestią Mistrza nie chcemy nikomu na drodze stawiać przeszkód, niech każdy kto chce ćwiczyć, ma taką możliwość, wszystkie drzwi będą szeroko otwarte. Każdy, kto poważniej zainteresuje się treningiem tradycyjnego stylu Chen Taijiquan, wcześniej czy później trafi do Mistrza. Planowane egzaminy dla osób zawodowo zajmujących się nauczaniem Chen Taijiquan, zapewnią rzetelny oraz właściwy przekaz wiedzy.

Obecnie nasze kontakty z WCTA wyglądają następująco: Mistrz Chen Xiaowang odwiedza Polskę każdego roku, utrzymujemy kontakty z Janem Silberstorffem z Niemiec (jednym z najbardziej zaawansowanych uczniów Mistrza), który prowadzi w Polsce bardzo ciekawe seminaria, w tym roku w drugiej połowie września ponownie przyjedzie do nas na dwa tygodnie syn Mistrza, Chen Yingjun, prowadzone są też rozmowy, aby w Polsce odbył się przyszłoroczny, międzynarodowy obóz Chen Taijiquan WCTA i ten projekt jest dość realny. Kontaktów i możliwości treningów u kompetentnych nauczycieli jest sporo, szczególnie jeśli dodamy do tego możliwości wyjazdu na seminaria w Niemczech, Czechach, czy Austrii, która jest też stosunkowo blisko.

K.D.: Ale to wszystko na pewno jest dość kosztowne?

J.J.: Seminaria w Polsce, czy Czechach są cenowo dostępne dla osób średnio zarabiających w naszym kraju, wyjazdy do Niemiec czy też Austrii są droższe, ale gdy chce się bardzo uczyć, można sobie poradzić. Zauważyłem, że kwestia ceny jest tak naprawdę rzeczą względną. Dla kogoś o niskich aspiracjach, każda suma wydaje się za duża, ktoś bardzo zainteresowany jest w stanie zdobyć nawet stosunkowo wysoką kwotę. Opłata za treningi jest taką naturalną barierą, która określa nasz poziom aspiracji, gdy nie jesteśmy w stanie jej pokonać, nie uda się nam pokonać i innych barier w czasie nauki. Dlatego jest ona konieczna nawet gdyby istniała możliwość ćwiczenia za darmo.

K.D.: Gdzie jeszcze w Polsce, oprócz miejsc, które wymieniłeś można ćwiczyć tradycyjny styl Chen Taijiquan w linii przekazu spadkobiercy stylu?

J.J.: Jak już wspomniałem, w Warszawie swoją grupę prowadzi Marek Baliński. Ja prowadzę zajęcia w Jeleniej Górze i we Wrocławiu, po wakacjach może wyklarują się grupy w Wałbrzychu i w Lubinie. Oprócz tego jest grupa w Gdyni (Jarek Koza) i w Łodzi (Iza Kochanowska). W Krakowie oprócz Jaromira Śniegowskiego, również Konrad Dynarowicz, a także Danka Czarska, od lat prowadzący zajęcia Taijiquan, zaczęli współpracę z Mistrzem Chen Xiaowangiem; w Kielcach (Robert Obara) i bodajże w Lublinie (Piotr Gęborys) też ćwiczy grupa osób z ... , ale nie jestem pewny, gdyż dość długo nie widziałem nikogo z nich na żadnym seminarium. Szczegółowe informacje o grupach i treningach będą pewnie już od końca czerwca na naszej stronie internetowej: www.chentaiji.pl

Zapraszamy wszystkie zainteresowane grupy ćwiczące Taiji w Polsce do współpracy, do kontaktu z Mistrzem Chen Xiaowangiem, gdyż jest to niebywała okazja do poznania czym tak naprawdę jest ta niezwykła sztuka.

K.D.: Dziękuję za rozmowę.

Powrót do spisu treści


Jaromir Śniegowski

Chen Taijiquan

CO WŁAŁŚCIWIE ROBISZ W TYCH ORGANIZACJACH?

Z Jaromirem Śniegowskim, prezesem Komitetu Założycielskiego Polskiego Towarzystwa Rozwoju Chen Tai Ji Quan i członkiem zarządu powstającego związku sportowego chińskich sztuk walki rozmawia Sławek Grzęda.

Pytanie: Co właściwie robisz w tych wszystkich organizacjach? Przecież tai-chi polega na tym, żeby ćwiczyć. Czy nie szkoda czasu na działalność organizacyjną?

Odpowiedź: Szkoda. To jednak idzie samo. Gdy zaczynałem treningi, chciałem tylko ćwiczyć. Nawet prowadzenie grup nie było dla mnie atrakcją. Jestem chyba jednym z niewielu ludzi, którzy szkołę prowadzą nie dla honoru i satysfakcji, lecz dlatego, bo w pojedynkę nie miałem szans na nauczenie się czegoś. Nie było nikogo, kto poprowadziłby zajęcia, więc ja musiałem. Potem brakowało kogoś, kto napisałby sensowny artykuł, obsłużył imprezę... W końcu znalazłem się tam, gdzie się znalazłem, ale nie żałuję. Mimo pracy organizacyjnej mogę poświęcać i tak znacznie więcej czasu na trening, niż osoby pracujące "poza branżą". Jestem przekonany, że na pewnym poziomie już tylko zawodowi instruktorzy mogą zapewnić rozwój swemu stylowi walki.

P: Dlaczego jednak organizacje są konieczne? Istnieją pojedyncze szkoły, ich instruktorzy najlepiej wiedzą, co potrzebne jest ich uczniom, a jeśli tego nie zapewnią, doprowadzą do rozpadu grup. Można by się obyć bez tych wszystkich związków.

O: Istnieją trzy zagadnienia, które należałoby rozwiązać, co jednak nie jest możliwe, jeśli brak organizacji, mogącej wywierać społeczny nacisk na władze - czy lokalne, czy państwowe - które nie mają zwyczaju liczyć się z niewielkimi grupami społecznymi, które nie są "opiniotwórcze".

Pierwsze - weryfikacja uprawnień do prowadzenia treningu określonej sztuki walki. W tej chwili treningi np. tai-chi może prowadzić legalnie dowolny absolwent AWF, który nigdy się nie zetknął z tą dziedziną, natomiast ktoś, kto poświęcił tej sztuce 20 lat - nie, chyba że zdobędzie uprawnienia instruktora rekreacji fizycznej czy papiery trenerskie, przyznawane przez komisje, które niewiele na ten temat wiedzą.

Drugie - organizacja zawodów sportowych, dla rozwoju adepta tai-chi co prawda nie tak ważnych, lecz o wielkim znaczeniu popularyzatorskim (jest wtedy widowisko i wydarzenie dnia dla dziennikarzy, zaś dla uczestników - przygoda i sposób na sprawdzenie się w sytuacji stresowej). Także i informacja i reklama, pozwalające na dotarcie z charakterystyczną dla stylu ofertą do wszystkich, którzy by tego potrzebowali, zależne są od powstania dużego i w miarę zdyscyplinowanego towarzystwa. Chyba nie przypuszasz, że "czwarta władza", czyli środki masowego przekazu na stałe będą współpracowały z grupą, która ma 20 czy 50 członków. Jeśli zwolenników jest tak mało, co będzie ze "wzrostem oglądalności"?

Trzecie - finanse. Sponsorów i ofiarodawców, od których zależy możliwość ćwiczenia wielu osób nie interesują na ogół małe grupy. Nie chodzi zresztą o bezpośrednie darowizny, na których nie sposób opierać całej działalności. W Stanach Zjednoczonych np. uprawianie rekreacji fizycznej sponsorowane jest przez firmy ubezpieczeniowe, którym silniejsi i zdrowsi klienci po prostu się opłacają. Na ogół objawia się to jako obniżenie składek ubezpieczeniowych, dzięki czemu - w sumie - uczestniczenie w treningach jest tańsze, a instruktorzy rekreacji mają więcej klientów. Ale np. gmina Los Angeles dopłaca bezpośrednio do zajęć tai-chi, mając wyliczone, o ile dzięki temu wyda mniej na opiekę społeczną. W naszych warunkach możliwe byłoby to dopiero po wprowadzeniu prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych, dzięki umowie dużej organizacji z firmą ubezpieczeniową - bowiem tylko takie stowarzyszenie może zagwarantować, że ktoś rzeczywiście uprawia sport, i to w sposób nie niebezpieczny.

P: Mamy tu więc parę zagadnień. Moim zdaniem wszystkie są jednak nieco kontrowersyjne. Proponowałbym więc, byśmy o tym nieco podyskutowali.

O: Chętnie. Mało kto zaprząta sobie głowę podobnymi sprawami. A to one zadecydują o przyszłości sztuk walki w naszym kraju.

P: Zacznijmy od ostatniego. Przyznam się, że żywię tu najmniej wątpliwości. Pieniądze na działanie, zwłaszcza w kraju tak ubogim jak nasz, w którym uczestnicy zajęć z trudem je czasem finansują...

O: Nie przesadzajmy. Nigdzie na świecie sztuk walki nie uprawiają bogacze. To nie polo czy golf, może zresztą na szczęście. Polacy rzeczywiście, z trudem pokrywają koszty szkoleń zagranicznych; poważnym jednak ograniczeniem jest przekonanie, że nauka i zdrowie należą się za darmo. Niedawno usłyszałem, jak zapytano pewnego potencjalnego instruktora: Powiedz, jak myślisz, kto będzie ci chciał płacić za uczenie umiejętności, za którą ty sam płacić nie zamierzasz? Z mojego 20-letniego doświadczenia wynika, że osoby, za które ktoś płaci (państwo, rodzice) chodzą nieregularnie, łatwo rezygnują i nie przykładają się do treningu. Jeśli uczestnictwo nie kosztowało nas wiele, odejście nie kosztuje nas również nic.

Wysiłek finansowy nie może być jednak zbyt wielki. Mało kto ćwiczyć będzie kosztem jedzenia czy butów, lub rezygnacji ze wszystkich innych zainteresowań. Stąd konieczność walki o to, by treningi nie były zbyt drogie. Mała jednak szansa by jakaś firma pomogła komuś, kto ma mało zwolenników i - tym samym - nie liczy się.

P: To właśnie budzi wątpliwości. Jaka jest szansa, by tak w końcu elitarna dziedzina zyskała popularność, gwarantującą poparcie dysponentów większych funduszy?

O: A jaką szansę ma ktoś, kto nie próbuje nic robić? Oczywiście, realny sponsoring możliwy będzie po zmianie ustaw o podatkach (odpisy!) i ubezpieczeniach, ale im więcej ludzi uświadomi sobie, że byłoby to w ich interesie, tym bardziej zmiany te są prawdopodobne. Im więcej jest członków różnych organizacji, które skorzystałyby na tym, tym większy nacisk na ustawodawców. Nie myślę, by np. wpływy zwolenników tai-chi były na tyle duże, żeby mogli przeprowadzić to samodzielnie. Ale razem z innymi szkołami walki, które również organizują dla większości swych członków rekreacyjne, bezpieczne treningi, możemy stanowić lobby, z którym politycy - lokalni i krajowi - będą musieli się liczyć. O ile będzie się nam chciało.

P: Stąd przystąpienie do organizacji ponadstylowej?

O: Zostałem zaproszony przez ludzi, którzy mnie znali i ufali, że moja działalność będzie miała sens. Ale przystąpiłem z przekonania, mając nadzieję, że w przyszłości taka wspólna praca przyniesie przemiany na lepsze. Nie tylko w tej dziedzinie, zresztą.

P: Mam rozumieć, że i pozostałe wymienione przez nas problemy można byłoby w ten sposób rozwiązać?

O: Tak. Wzajemne popieranie się szkół walki wobec władz, mediów i sponsorów uważam za konieczne, choć trudne. Od 20 lat działam w różnych gremiach i widzę, jak rozsadzane są przez konkurencję między wchodzącymi w jej skład stylami czy szkołami. Dlatego uważam, że tworząc organizację należy z góry narzucić jasne reguły, które nie dopuszczą do wzajemnego podgryzania się, podprowadzania sobie ludzi, załatwiania czegoś tylko dla siebie na boku. Jeśli nie wprowadzi się tego od razu, uczestnicy stowarzyszenia przystosowują się do sytuacji, a potem już nikomu nie zależy, by był porządek, bo każdy w jakiś sposób nauczył się korzystać z bałaganu i wzajemnej konkurencji. A potem organizacja się rozpada lub ogarnia ją paraliż, bo nikt nie chce pracować.

P: Nie jest to przypadkiem dyktatura? Próba utrzymania monopolu?

O: O dyktaturze czy monopolu możemy mówić tam, gdzie jest przymus. Przecież nikt nikogo nie zmusza, by należał do organizacji. W Polsce każdy może założyć swoją. Oczywiście, stowarzyszenie na ogół wynagradza i nieco uprzywilejowuje swych członków, gdyż z ich składek żyje i prowadzi działalność. Wymaganie od kogoś, kto płaci składki tych samych pieniędzy jeszcze raz nie jest uczciwe. Kto nie chce należeć, może założyć własne towarzystwo i uprzywilejować własnych członków. I oczywiście znaczyć mniej, niż jako uczestnik organizacjiwiększej, obejmującej całe środowisko.

P: Jeśli już mówimy o monopolu, to najłatwiej narazić się na taki zarzut, weryfikując prawo do prowadzenia treningów. Wielu zwolenników ma twierdzenie, że należy na to pozwolić każdemu, kto ma ochotę, a praktyka wcześniej czy później zweryfikuje jego umiejętności. Po co stopnie, uprawnienia...

O: Zweryfikuje, kosztem ludzi, uczących się u takich eksperymentatorów. Nie opowiadaj przy mnie takich rzeczy. Za długo już pracuję jako instruktor, działacz i dziennikarz. Widziałem przypadki dość haniebne, bo do uczenia ludzi ciągną często tacy, którym kierowanie i manipulowanie innymi ma zrekompensować klęski w innych dziedzinach i niskie poczucie wartości - albo bezmyślni entuzjaści, idący do przodu na zasadzie "jakoś to będzie". Do "Karate. Kung Fu" przyszedł raz list od ucznia szkoły podstawowej w małej miejscowości, w którym pytał on, jak przygotować się do zawodów fullkontaktowych, bo takie będą w jego szkole organizowane, a on wystąpi, tylko najpierw trzeba mu powiedzieć, co ma robić. Wolność nie wolność, lecz organizatora tej imprezy powinno się zamknąć.

P: Proponujesz, żeby eliminować takich metodami administracyjnymi?

O: Co przez to rozumiesz? Metody administracyjne stosują zwykle urzędnicy.

P: A kto powinien?

O: Umiejętności w tai-chi powinien weryfikować ktoś, kto się na tym zna, czyli uprawia je sam, wie gdzie zwrócić się z pytaniem, czy powoływanie się na mistrza lub zagraniczną organizację jest zasadne, w końcu też zna ludzi i wie, do czego są zdolni. Nie może być to rządowa komisja z partyjnego klucza. Ani też żadna prywatna osoba czy firma, która znika, gdy się coś nie powiedzie. Może to przeprowadzić tylko organizacja, która ma wielu członków, siedzibę, jest oficjalnie zarejestrowana - co oznacza, że np. nie naprodukuje nauczycieli za pieniądze, a potem się po prostu zwinie.

Co do metod - wystarczy przecież informacja, że szkoła i prowadzący ją instruktor należą do gremium, które gwarantuje, że jest on osobą zrównoważoną, fachową i uczącą się we właściwych miejscach od właściwych ludzi. Jeśli ktoś wtedy wybierze szkołę nielicencjonowaną, zrobi to na własne ryzyko. Ale informacja się ludziom należy. Niby na jak początkujący może wiedzieć, że wpadł w łapy hochsztaplera? Przecież nie ma jeszcze aparatu, by oceniać jego umiejętności.

P: Niech więc robią to same szkoły. Należy ustalić jakieś wspólne zasady i wymogi - jeśli będą się ich trzymać, stopnie czy uprawnienia mogą być wiążące.

O: No właśnie, jeśli będą się ich trzymać. Nie bardzo wiem, kto niby miałby to zagwarantować. Jeśli ustala się przepisy, których wykonania nikt nie pilnuje, prowokuje się ludzi, by je dla zysku łamali. To demoralizujące, bo szybko wszyscy zaczynają je lekceważyć. W wielu federacjach sztuk walki jest tak, że jeśli instruktor wraz ze swoimi zwolennikami przechodzi z innej, na zachętę szybko dostaje wyższy stopień (nie dadzą mu przecież pieniędzy, bo to on ma płacić). Skutek jest taki, że w niektórych środowiskach chwalenie się "danami" wywołuje mniej lub bardziej jawne uśmieszki. Oczywiście, niektóre organizacje cieszą się takim autorytetem, że przyznane przez nie stopnie naprawdę się liczą. Niemniej nie ma ciała, które regulowałoby przyznawanie stopni mistrzowskich, a więc "dan" "danowi" nierówny - posiadanie więc takiego stopnia, wystawionego wszystko jedno przez jaką szkołę nie będzie nigdy gwarancją umiejętności, uznawaną przez czynniki oficjalne.

W polskich warunkach zresztą, gdy niektóre szkoły działają jako prywatne firmy, niektóre jako stowarzyszenia, niektóre jako grupy przy państwowych lub samorządowych instytucjach, a inne jako nieformalne grupy prywatnych osób, przyznawanie przez wszystkie tych samych stopni byłoby fikcją. Stopień nadany przez prywatną osobę, która w każdej chwili może wyjechać w nieznane, lub przez prywatną firmę, której właściciel może zniknąć lub ogłosić upadłość, nie może być równy uprawnieniom, nadanym przez stowarzyszenie, którego statut i regulamin jest oficjalnie znany i zarejestrowany, siedziba powszechnie wiadoma, a kontrolujący zarząd liczni członkowie nie pójdą któregoś dnia w nieznane. I tak zresztą jest - rejestrując stowarzyszenie, państwo gwarantuje, że zasady jego działania zgodne są z prawem i zobowiązuje się do pewnego stopnia, że będzie jego regulaminy i statuty honorowało. W wypadku prywatnych osób i firm, państwowa kontrola dotyczy raczej finansów lub ewidentnego łamania prawa, i to post factum, a uczestnicy zajęć nie mają kontroli nad działalnością instruktora, który może kierować się dowolnie ustalanymi przez siebie zasadami i nikt nie może mieć do niego pretensji.

Z tych samych powodów prywatne osoby czy firmy nie mogą organizować Mistrzostw lub Pucharu kraju czy okręgu - zastrzeżone jest to dla stowarzyszeń kultury fizycznej i związków sportowych. Oczywiście, dowolna grupa ludzi może zebrać się i przeprowadzić między sobą rozgrywki, ale ranga i autorytet takich imprez są niewielkie.

P: To już chyba wszystkie problemy, które wymieniliśmy.

O: Tak, ale nie powiedzieliśmy jeszcze najważniejszego. Tylko duża grupa może przekonać społeczeństwo, że sztuki walki, także te wewnętrzne, są dla kraju niezbędne.

P: No tak, Polacy nie mają opinii ludzi specjalnie zdrowych, a choroby wynikające z niewłaściwej diety i niedoboru ruchu skracają życie i powodują, że chorzy na nie ludzie obciążają innych koniecznością zorganizowania dla nich opieki. A przecież sami się do tego stanu doprowadzili.

O: To chyba nie jest właściwy argument. Jakiś zawzięty konserwatysta od razu wypomniałby, że istnieje wiele innych metod treningowych, bardziej "naszych". Nie można uprawiać jakiejś porządnej, "katolickiej" dyscypliny, jak np. wymyślona przez protestantów piłka nożna czy pogańsko-greckie zapasy? Są one bardziej intensywne, więc efekt osiąga się szybciej i więcej czasu zostaje dla rodziny.

P: Nie rozumiem. Ty wysuwasz takie argumenty?

O: Wykazuję, że twoje są nietrafione. Rekreację można uprawiać na wiele różnych sposobów - siłą naszej dziedziny jest to, że jest bezkontuzyjna. Wszystkie formy "zewnętrznego" ruchu grożą kontuzjami i powodowanymi przez nie absencją w pracy lub nawet koniecznością jej przerwania. A każdego takiego człowieka trzeba leczyć i utrzymywać.

Drugi argument, moim zdaniem skuteczny, to to, że wszystkie poważne sztuki walki, także te wewnętrzne, służą w końcu do walki z bliźnim. Może to zabrzmi przesadnie, ale nie wygląda na to, by na świecie skończyły się wojny. Prawdopodobnie nie wybuchnie tu nic w najbliższym czasie, ale kiedyś przecież do niej dojdzie, nawet jeśli nie za naszego życia. Jesteśmy w specyficznym miejscu Europy. Jeśli coś służy do walki to my, mieszkańcy tego kraju, musimy mieć od tego ekspertów.

P: To już chyba pewna przesada. Tai-chi jako przysposobienie obronne? To chyba ostatnia sztuka walki, która by się do tego nadawała. Co ono może mieć wspólnego z "combatem" czy "rukopasznom bojem"?

O: Myślisz standardowo. Tymczasem za kilkadziesiąt lat zarówno wojna, jak i armia będą zupełnie inaczej wyglądały. Już w tej chwili armie państw rozwiniętych posługują się przede wszystkim wyrafinowanym sprzętem elektronicznym i tendencja ta z pewnością będzie narastała. Ludzie to przede wszystkim wysoko wykształcony i doświadczony personel, obsługujący takie urządzenia i równie wysoko wyszkolone oddziały specjalne. Jeśli kogoś szkoli się tak długo i za takie wielkie pieniądze, jak współczesnych ekspertów, to przecież nie można dopuścić do tego, by z powodu kontuzji musiał rezygnować ze służby po paru latach. Taki ktoś powinien pracować do 40. lub 50. Nie każdy jednak w tym wieku ma takie ścięgna, by wytrzymały trening dla komandosów. A ćwiczyć wojskowych przecież trzeba. Tylko ruch zapewni im rozładowanie stresów i zdrowie fizyczne. Typowi hakerzy, bladzi zombie może i świetnie poruszają się w wirtualnym świecie, ale tryb życia szkodzi ich psychice. Dać takiemu do rąk realną broń, zabijającą żywych ludzi? Taka osoba musi być zdrowa i zrównoważona, ale jej trening walki nie może nieść ze sobą ryzyka przedwczesnego wyeliminowania jej ze służby.

P: Daj spokój, przecież mistrzostwo w tej dziedzinie to całe lata, a wojsko potrzebuje szybkiego przygotowania ludzi do akcji; tak samo policja...

O: Nie, jeśli to będą długo szkoleni, cenni eksperci. Do obsługi broni przyszłej generacji potrzeba ludzi po wojskowych studiach, a przez 4-5 lat wiele się można nauczyć. Nie myślę jednak, by w armii trenowano Chen lub Yang, które rzeczywiście są skomplikowane. Ale nie uczy się w niej też klasycznego judo czy karate. Zwykle na potrzeby konkretnej służby tworzy się tzw. "combat" różnego typu, będący zbiorem najprostszych i najłatwiejszych w zastosowaniu technik, czasem też najbardziej morderczych (wojska specjalne) lub tylko obezwładniających (policja). Możliwe jest stworzenie takich systemów na bazie tai-chi, choć na pewno nie obejdzie się bez hsing-i, a zwłaszcza yiquanu, który wydaje się dobrym punktem wyjściowym.

P: Tworzysz taki system?

O: Przecież na razie nie ma takiej potrzeby. Tak na prawdę nie wiadomo, co będzie potrzebne za 15, 20 lat. Ale ekspertów trzeba mieć już teraz. Za późno będzie starać się o nich, gdy sytuacja zrobi się niebezpieczna. Wszyscy ci ludzie, uprawiając łagodną rekreację i poprawiając zdrowie, uczęszczając na zajęcia i płacąc składki umożliwiają także wyszkolenie przyszłych ekspertów. A do nich będzie należał obowiązek odpowiedzi na przyszłe, jeszcze nie do końca jasne, potrzeby.

P: A więc nie? Dlaczego o tym rozmawiamy?

O: Żeby uprzytomnić Czytelnikom, że gotowość na przyszłe wyzwania polega na tym, by nie odrzucać czegoś, co może się przydać. Jeśli coś może służyć do walki, to mieszkając w takim miejscu Europy, nie możemy z tego rezygnować.

A spokojni starsi państwo, uprawiający łagodne ćwiczenia dla własnego zdrowia więcej może robią dla kraju niż broniący tradycji konserwatyści. Czy zresztą nie do polskiej tradycji należy szybkie przejmowanie każdej wojskowej nowinki? To tu szybko przejęto z Węgier szable, lekką jazdę turecko-chorwacką, czeski obronny tabor, stosowany później na Ukrainie...

P: No tak, najbardziej typowy Polak mówił po łacinie, wyznawał wiarę narodzoną w dalekiej Palestynie, ubrany był w turecki kontusz na polskim żupanie, podgalał głowę jak Tatarzy i Kozacy, a przy boku miał głownię z Passawy oprawioną we Lwowie przez Ormianina na turecki sposób...

O: ...i właśnie to uważane było wszędzie za kwintesencję polskości. Bo nasza kultura potrafi wchłonąć wszystko i od razu uczynić to swoim. I nie należy jej z tego kastrować.

Powrót do spisu treści


Yang Taijiquan

STYL YANG TAIJIQUAN - ZAPOMNIANA SZTUKA WALKI
Konrad Dynarowicz

kdynarowicz@linart.pl

Od wielu lat z żalem zauważam, iż większość ludzi kojarzy sobie styl Yang Taijiquan jedynie jako aktywną formę medytacji i wspaniałe ćwiczenie dla ludzi w podeszłym wieku. Dlatego dość często zdarza się, że praktycy zewnętrznych stylów kung-fu (a czasem i wewnętrznych) nie znając ani historii ani też zasad oraz metod treningowych, niedoceniają i lekceważą Taiji. Niewielu tak naprawdę zdaje sobie sprawę, że system Yang Taijiquan powstał jako realny styl walki. Techniki kopnięć, uderzeń, rzutów oraz dźwigni są realną bronią, szczególnie jeśli zastosowania ruchów z formy są właściwie rozumiane i wykonywane. Nawiązując do moich doświadczeń i poszukiwań w praktyce Taijiquan chciałbym się podzielić kilkoma spostrzeżeniami.

1. Kilka uwag na temat historii stylu Yang.

Yang Lu Chan (Yang Fu Kuei) (1799-1864) - twórca stylu Yang Taijiquan przeszedł wyjątkowo trudną drogę, bowiem nie tylko uczył się stylu rodziny Chen w Chen Chia Kou, Honan, ale również uczestnicząc w realnych walkach, metodą prób i błędów tworzył swój własny system. Zarówno mistrz Yang jak i jego synowie [Yang Ban Hou (1837-1894) i Yang Jian Hou (1839-1917)] oraz wnuk Yang Shao Hou (1864-1930) stoczyli wiele zwycięskich pojedynków udowadniając tym samym w praktyce wartość stylu rodziny Yang. Kiedy Yang Lu Chan zaczął nauczać w rodzinnym mieście Yong Nien swoją sztukę walki nazywano "Mien Quan" czyli "Miękki Styl", nazywano także "Hua Quan" czyli "Styl Neutralizujący". Jeszcze wtedy nie nosiła nazwy Taijiquan. Dopiero kiedy Yang Lu Chan rozpoczął nauczać na cesarskim dworze i został ulubieńcem mandżurskich książąt, uczony imieniem Ong Tong He, będąc pod wrażeniem umiejętności mistrza uznał, że są one fizyczną manifestacją filozoficznej zasady Taiji. Ulubieńcem mandżurskich książąt został on dzięki pomocy Wu Ju Chinga (1800-?), urzędnika w Ministerstwie Sprawiedliwości. Był on starszym bratem Wu Yu Xianga (1812-1880) ucznia Yang Lu Chana a także założyciela Stylu Wu(Hao). Yang Ban Hou był w owym czasie trenerem sztuk walki w Zachodnim Garnizonie w Pekinie a Li Shi Jin we Wschodnim Garnizonie. Do gwardii cesarskej należał najlepszy uczeń Ban Hou i Lu Chana Quan Yu (1834-1904), którego syn Wu Jian Quan (1870-1942) był twórcą drugiego ze stylów Wu. W tym momencie chciałbym podkreślić, że choć styl Yang powstał ze stylu Chen, to pozostałe style Taiji wywodzą swoje korzenie w sposób bezpośredni lub pośredni ze stylu Yang.

2. Stan Sung.

Starzy mistrzowie posiedli swoją wspaniałą technikę walki dzięki rozwojowi podstawowych umiejętności Taiji. Prawdopodobnie właśnie dzięki temu istnieje duża różnica pomiędzy technikami wewnętrznymi a zewnętrznymi. Biorąc pod uwagę filozofię Taiji dotyczącą maksymalnej skuteczności, to w przypadku technik dźwigni i rzutów, obrona wymaga użycia jedynie minimalnej siły ze strony broniącego się. Koncecja ta zakłada "miękkie" wykonanie techniki a to wymaga opanowania umiejętności rozluźnienia - sung jin. Niestety istnieje wiele nieporozumień dotyczących tego terminu. Słowo "sung" tłumaczone nie do końca właściwie jako rozluźnienie, oznacza bycie nie tylko rozluźnionym (tyczy się to ciała fizycznego) ale jednocześnie dokładnie świadomym tego co się robi. Sung jest więc równowagą pomiędzy Yin a Yang, połączeniem miękkości i twardości. Oznacza to, że należy uwolnić się od sztywności ciała oraz uzyskać odczucie połączenia pomiędzy wszystkimi stawami. Oznacza także zbieranie siły a nie manifestowanie jej na zewnątrz. Dlatego też formy Taijiquan ćwiczy się (szczególnie na początku) w wolny i rozluźniony sposób. Jakakolwiek sztywność ciała uniemożliwia przeniesienie siły od stopy do dłoni. Prawdziwe rozluźnienie oznacza realną równowagę, pozbycie się złych nawyków i wykorzystanie siły całego ciała w stanie jedności ciała i umysłu.

3. Praktyka zhan zhuang

Dość często nie zdajemy sobie sprawy, że pierwsza postawa formy taijiquan pomaga przygotować ciało i umysł do ćwiczenia. Proszę zauważyć, iż jest ona jednocześnie pierwszą formą stojącej medytacji zhan zhuang - Wu Ji. W obu przypadkach jest to postawa a raczej ruch przygotowujący. Polega on na tym, że stoi się z rękami opuszczonymi wzdłuż boków ciała, stopy rozstawione są na szerokość barków, biodra rozluźnione a głowa podniesiona za koronę w kierunku nieba. I jeszcze jedna ważna uwaga, dół ciała powinien być "zakorzeniony". Jak już wcześniej wspomniałem jest to forma przygotowująca umysł i ciało przed ćwiczeniem poprzez stworzenie mocnego ducha wewnątrz a widokiem rozluźnienia i swobody zewnątrz. Dzięki więc praktyce zhan zhuang ulega rozwojowi energia wewnętrzna qi a w wymiarze fizycznym wzmacniane są ścięgna i mięśnie. Ćwiczenie stojącej medytacji jest podstawą do rozwoju jin gong - umiejętności energii (termin ten odnosi się do skoordynowanej energii ciała i umysłu). Dawniej praktykę tą trzymano w sekrecie, uważając za klucz do prawdziwego rozwoju wewnętrznej siły. Mistrzowie Taiji mówią, że "formy służą do przechowywania energii rozwijanej przez praktykę stania" oraz także, że "forma Taijiquan zawiera w sobie wszystko". Dlatego też ważne jest by ćwiczyć pojedyńcze techniki z formy. Dzięki temu można je poznać i opanować w mistrzowski sposób. Ten etap treningu koncentruje się na doskonaleniu i wzmacnianiu powiązania pomiędzy aspektami fizycznymi a mentalnymi. Potem należy rozwijać techniki opierające się na podstawowych umiejętnościach Taiji.

4. Podstawowe umiejętności Taijiquan.

Strategia walki w Taijiquan oparta jest na umiejętności adaptacji do sytuacji a to wymaga specyficznego rodzaju treningu: ćwiczenia wrażliwości (jest to umiejętność ting jin - słuchania przeciwnika) by móc reagować spontanicznie na działanie przeciwnika. Poprzez to można zmienić kierunek działania siły przeciwnika (jest to umiejętność hua jin). Czy oznacza to użycie obszernych ruchów - nie, wprost przeciwnie. Wykorzystując hua jin możemy wykorzystać następną umiejętność - nan jin - "neutralizującej energii", której zasadę określa "Klasyka Taiji" słowami "przylegaj i nie pozwól przeciwnikowi uciec zanim do końca nie wykonasz techniki". Dzięki temu możemy wykorzystać ostatnią umiejętność fa jin - "uwolnienie energii". Dzięki fa jin siła uderzenia pozostaje ukryta do ostatniego momentu. Wynika to z faktu, że jeśli pokaże się całą swoją siłę na początku ruchu przeciwnik będzie mógł łatwo zobaczyć gdzie podąża uderzenie. W związku z tym, że taktyka Taiji oparta jest o techniki stosowane na bliski czy też średni dystans, w tym stylu używa się licznych sposobów jednoczesnego ataku i obrony, wymaga to wysokiego poziomu umiejętności, możliwego do osiągnięcia dzięki doprowadzeniu do mistrzostwa umiejętności: ting, hua, nan i fa.

5.Trening siły.

Równie ważnym aspektem treningu Taiji prócz stanu sung jest trening siły. Niestety dla wielu praktyków Taiji słowo siła jest słowem wstydliwie pomijanym. Wynika to z braku zrozumienia podstaw systemu. W Taiji w odróżnieniu od zewnętrznych systemów stosujemy innny rodzaj siły, siłę całego ciała. Trening siły dotyczy również rozwoju mocnych ścięgien oraz mocnego zakorzenienia. Aby zrozumieć w jaki sposób rozwijana jest siła w Taijiquan należy powiedzieć o zasadzie "ruchu całego ciała". Jak można przeczytać w "Klasyce Taiji" : "jeśli jedna część ciała się porusza, porusza się całe ciało". Jest to również jeden z powodów dlaczego Taiji ćwiczy się w wolnym tempie. W ruch ten zaangażowany jest układ mięśniowy i kostny. Kiedy wszystkie mięśnie działają razem nazywamy to ruchem zdecentralizowanym. Ważne jest w nim rozluźnienie, dlatego, że jakakolwiek sztywność ciała nie pozwoli na przeniesienie siły od stopy do dłoni. Dopiero później ćwiczy się ruchy z pełną szybkością by rozwinąć eksplodującą siłę - fa jin.

6. Taijiquan - sztuka walki.

W "Klasyce Taiji" można przeczytać o "pokonaniu siły tysiąca funtów siłą czterech uncji" a także o tym, że "istnieje wiele różnych szkół walki, chociaż ich formy i style różnią się, nie wychodzą one nigdy poza stosowanie przewagi siły wobec słabości, szybkości przeciw powolności". Jeśli osiągnie się wysoki poziom w Taijiquan można zarówno neutralizować atak przeciwnika niezależnie od jego siły (nawet jego nie widząc) jak i odrzucać go uwalniając siłę, dzięki posiadaniu umiejętności twardości i rozluźnienia. I właśnie te umiejętności posiedli byli członkowie rodziny Yang w odpowiednim stopniu i doskonałości. Chciałbym abyście sobie w tym momencie przypomnieli opowieści na temat umiejętności walki mistrzów z tej linii przekazu. Wyzwania z jakimi spotykali się Yangowie miały naprawdę formę niespodziewanych ataków na ulicy. Jako klasyczny przykład przedstawiana jest historia Yang Shao Hou, który został tuż przed atakiem oślepiony wapnem przez przeciwnika. Mimo, iż był oślepiony, Yang odparł atak i rzucił przeciwnika na ziemię. Dlatego też Taiji rodziny Yang rozwijało się w specyficzny sposób - nastąpiło powstanie całkowicie spontanicznej metody rozstrzygania walki w ciągu kilku sekund. Choć dzisiaj wiele z tych historii uważanych jest za legendy, to pamiętajmy, że w wieku dziewiętnastym szkołę Taijiquan rodziny Yang nazywano "najskuteczniejszym stylem walki" i działo się tak nie bez powodu. Pamiętając o tym być może uda się nam choć w części zrozumieć i docenić styl Yang Taijiquan.

Powrót do spisu treści


Taijiquan

NIEZNANE FAKTY Z HISTORII TAIJIQUAN
Konrad Dynarowicz

kdynarowicz@linart.pl

Celem poniższego artykułu nie jest prezentowanie szczegółowej historii Taijiquan, chciałbym natomiast zwrócić uwagę czytelników na niektóre nieznane postacie i fakty związane w jakikolwiek sposób z procesem powstawania Taiji.

Pytanie o moment powstania tego systemu wywołuje od wielu lat olbrzymie kontrowersje. Jak wszyscy wiedzą za mitycznego twórcę powszechnie uważa się taoistycznego mnicha Chang San Fenga. Natomiast jeśli weźmiemy pod uwagę formy wraz z ich specyficznymi ruchami a także konkretne nazwiska wtedy można byłoby stwierdzić, że Taijiquan bierze swój początek od "Nowej książki opisującej efektywne techniki" (Ji Xiao Xin Shu) generała Ji Ji Guanga (1528-1587), z której generał Chen Wang Ting (1597- 1664) pochodzący z Chenjiagou zaadaptował dwadzieściadziewięć z trzydziestu dwóch ruchów do sztuki walki uprawianej przez rodzinę Chen. Styl rodziny Chen najpierw nosił nazwę "Wystrzałowy Boks" (Pao Chui) wywodząc się bezpośrednio Wystrzałowego Boksu Shaolin (Pao Quan), stylu Sung Tai Zu Chang Quan oraz Czerwonych Pięści Shaolin (Hong Quan). W ciągu następnych pokoleń ulegał daleko idącym przemianom. Styl Chen był przekazywany tylko w obrębie rodziny i dopiero Chen Chan Xing (1771-1853) przekazał swoją sztukę walki Yang Lu Chanowi (1799-1864) z hrabstwa Yong Nien, który był twórcą stylu Yang. Yang przekazał umiejętności synowi Ban Hou (1837-1892) a ten Quan Yu (1834-1902) i jego synowi Wu Jian Quan (1870-1942). Wu Yu Xiang (1812-1880), który uczył się się u Yang Lu Chana i Chen Ching Pinga przekazał swój styl swojemu siostrzeńcowi Li I Yu (1832-1892). Li przekazał go Hao Wei Chenowi (1849-1920), a ten uczył Sun Lu Tanga (1861-1933), późniejszego twórcę stylu Sun Taiji, mistrza stylów Bagua i Xing Yi.

Jeśli natomiast skupimy się na teorii wewnętrznego treningu i strategii miękkiego stylu wtedy należy wspomnieć o pismach Huang Tsung Hsi (1610-1695) oraz jego syna Huang Bai Jia. W "Epitafium dla Wang Cheng Nana" ("Wang Cheng Nan Mu Chi Ming") opisywał system samoobrony "różny od stylów Shaolinu". Jego syn, Huang Bai Jia wywodził przekaz od Wang Lai Hsien (Wang Cheng Nan). W "Metodach wewnętrznej szkoły" ("Nei Jia Quan Fa") pisał, podobnie jak jego ojciec o taoistycznej zasadzie "stałości górującej nad ruchem". Wspominał również o linii przekazu wywodzącej się od Chang San Fenga. Następnym dokumentem mówiącym o teorii miękkiego stylu była książka twórcy rodzinnego stylu Chang, Chang Nai Chou. Choć ruchy tego stylu różniły się od znanych form Taiji, to kładziono w nim nacisk na wolny ruch, wzmacnianie i przepływ qi. Nasuwa to korelacje z Klasyką Taiji i sugeruje być może zagubione powiązania. Teksty identyczne do niektórych części książki Changa można znaleźć w manuskryptach takich stylów jak Meihuaquan ("Styl Kwiatu Śliwy") czy też Xinyi Liuhe Quan (muzułmańskiej odmiany Xingyi Quan).

"Klasyka Taiji" pojawiła się ona w połowie dziewiętnastego wieku kiedy to chińscy intelektualiści zaczęli na poważnie uczyć się, studiować i pisać na temat wewnętrznych systemów. Pisząc "Klasyka Taiji" mam na myśli klasykę związaną ze stylami stworzonymi bezpośrednio przez Yang Lu Chana, Wu Yu Xianga oraz Wu Jian Quana. Nie ma ona bezpośredniego związku z manuskryptami będącymi w posiadaniu rodziny Chen (manuskrypty te miały związek z pismami Chang Nai Chou). Kiedy pojawiły się teksty teoretyczne "Klasyki Taiji" stało się to możliwe dzięki wysiłkom Wu Yu Xianga i Li I Yu. Li I Yu był twórcą pism na temat Taiji, jak również rzecznikiem Wu i jego wydawcą. Li I Yu przypisał je nie wiosce Chenów ale przypadkowo znalezionemu w składzie solnym w hrabstwie Wu Yang manuskryptowi autorstwa mistrza Wang Tsung Yue. Należy zauważyć, że Li był prawdopodobnie perwszym intelektualistą, który pisał na temat energii qi i sztuk walki w odniesieniu do wewnętrznej taoistycznej jogi Nei Dan, używając taoistycznych terminów alchemicznych.

Genezy wewnętrznych sztuk walki w kształcie, który obecnie znamy należy szukać w w drugiej połowie dziewiętnastego wieku kiedy sztukami walki zanteresowali się intelektualiści. Nie wszyscy wiedzą, że do tego momentu ćwiczących sztuki walki i elity intelektualne w wielu przypadkach rozdzielała przepaść klasowa, bowiem artyści sztuk walki byli często zwykłymi chłopami. XIX wiek był w Chinach okresem wielkich niepokojów, wojen i powstań. Rząd i policja były skorumpowane. Tajne stowarzyszenia tworzyły grupy oporu i pobierały opłaty od właścieli ziemskich.W związku z tymi faktami wydaje mi się słuszna diagnoza amerykańskiego historyka zajmującego się sztukami walki- profesora Douglasa Wile'a. W swojej książce "Lost Tai-Chi Classics from the Late Ching Dynasty" (State University of New York Press, Albany 1996) pisze co następuje - "... zainteresowanie się (niektórych) rodzin sztukami walki było powiązane w czasie z praktyczną potrzebą osobistej obrony oraz koniecznością rozwijania umiejętności walki w celu treningu lokalnej milicji...". Sadzę, że można się w tym miejscu pokusić o stwierdzenie, że działanie intelektualistów polegające na rozwoju stylów wewnętrznych było po części próbą odnowy ducha narodu chińskiego a także chęcią zmocnienia wewnętrznego jak i sposobem psychologicznej obrony (poprzez zwrócenie się do wewnątrz) przed zachodnim imperializmem. Osiągnięcie wewnętrznego Tao miało prowadzić do pokonania przeciwnika przez wewnętrzną stałość.Intelektualiści chcieli posiąść umiejętności samoobrony ale również by być dumnymi ze swojego narodowego dziedzictwa co znalazło swój oddźwięk w Powstaniu Bokserów (1901).

Wszystko o czym piszę miało miejsce wcześniej niż powstanie Republiki Chińskiej w 1911 roku. Niektórzy mogliby powiedzieć, że było to "dawno, dawno temu w Chinach" a zapomina się o wartym podkreślenia fakcie, że Yang Lu Chan i bracia Wu (Wu Yu Xiang, Wu Cheng Ching i Wu Yu Jing) żyli w czasach w których w Europie żyli Darwin i Marks, natomiast bracia Li byli pokoleniem współczesnym Einsteinowi, Freudowi i Ghandiemu. Dlatego też ma rację Douglas Wile kiedy proponuje by "...okres ewolucji sztuki i teorii Taijiquan nie umieszczać w splocie dużych społecznych i historycznych wydarzeń ale niejako w odpowiedzi na nie ...".

Nie wszyscy wiedzą o tym, że pierwszym, który napisał o wewnętrznych stylach kung fu i połączył Bagua, Xing Yi oraz Taiji w jedną rodzinę był Sun Lu Tang. W latach dwudziestych XX wieku opublikował wiele książek na temat tych stylów. Głównym ich tematem była przemiana wewnętrznej energii qi. Pisma Suna odzwierciedlały wzajemne wpływy jogi taoistycznej, która istniała przez blisko już tysiąc lat oraz sztuk walki. Było to połączenie procesu rozwoju energii wewnętrznej z rozwojem fizycznym.W poszukiwaniu doskonałości zaadaptowano idee wcześniej obce sztukom walki, tzn. zasady taoistycznego oddychania i tradycyjnej chińskiej medycyny. Taoistyczny termin "niedziałanie" oznacza również i miękkość. Miękkośc miała i ma nadal negatywny odbiór jeśli chodzi o samoobronę. Taki człowiek postrzegany jest jako niezdolny do obrony siebie i innych. Wewnętrzne systemy uczą subtelnego użycia siły całego ciała i zaawansowanej mechaniki ruchu. Oznacza to, że patrząc z zewnątrz można zaobserwować tylko rozluźniony ruch.

Podsumowując chciałbym zauważyć, że śledząc historię Taijiquan na poziomie historycznej ciągłości dat i powiązań mistrz-uczeń można zauważyć brak tej ciągłości w wielu momentach. Natomiast jeśli chodzi o teorię i zasady można zauważyć ciągłość wyjątkową intelektualną. Zgadzam się z Douglasem Wile który zauważa, że " ...nie jest konieczne zachowanie ciągłości mistrz-uczeń, jeśli założymy, że teoria miękkiego stylu była ciągle obecna obecna w kulturze chińskiej i dostępna dla każdej sztuki walki..."

Artykuł ukazał się w czasopiśmie "Samuraj" nr 6(32)00 i 1(33)01.

Powrót do spisu treści


Taijiquan

NAUCZYCIELE TAI CHI CHUAN W CHINACH
Faber Christoph

GasshoFaber@aol.com

Z pewnością każdego odwiedzającego internetowy magazyn Pana Tomasza Grycana zainteresował artykuł "Trening w Chinach - Pułapki i Fakty" autorstwa Pana Tomasza Twardowskiego, który ukazał się w numerze 17 (kwiecień 2001). Dla jednych był on z pewnością potwierdzeniem faktów, dla innych natomiast przysłowiowym kubłem zimnej wody na głowę. No i bardzo dobrze!

Bardzo dobrze szczególnie dla tych osób, które wybierają się do Chin, by tam trenować, a które miały do tej pory "troszeczkę" inne wyobrażenia na ten temat. No, niestety trzeba być bardzo ostrożnym, szczególnie przy doborze nauczyciela, gdyż jak wiadomo, nie wszystko złoto, co się świeci.

Ponieważ przed paroma dniami otrzymałem najnowsze (z tego roku - to bardzo ważne!) wydanie niemieckiego leksykonu sztuk walki, pomyślałem, że dla wielu z tych, którzy zamierzają w Chinach uczyć się Tai Chi Chuan, pewna pomocą okazać się może lista, którą znalazłem w wyżej wspomnianym leksykonie.

Jest to lista najbardziej liczących się aktualnie nauczycieli Tai Chi Chuan w Chinach. Pewnym mankamentem jest tu to, że przy nazwiskach nie podano stylów, w jakich ci nauczyciele nauczają. Myślę jednak, że jeżeli ktoś wybrał już sobie nauczyciela, pod okiem którego zamierza trenować, to przynajmniej będzie miał możliwość sprawdzenia, czy figuruje on na tej liście.

Ważniejsi (aktualnie) nauczyciele Tai Chi Chuan w Chinach:

Beijing Tianjin Hebei Shanxi Neimenggu
Wu Bin
Zhuang Hei (W)
Li De Yin
Li Shi Xin
Li Bing Ci
Feng Zhi Qiang
Sun JIan Yun (W)
Li Lian Jie
Liu Wan Fu
Li Wen Zhen
Li Shi Lian
 
 
Di Jin Sheng
Liu Shu Lai
Liu Hong Yan
Chen Feng Ji
Guo Rui
Xiang
Yuan Wen Qing
Peng Lin Tai
Zhang Xi Gai
Chn Sheng Fu
 
Wu Bing Xiao
Wang Ya Fei
 
 
 
Liaoning Jiling Heilongjiang Shanghai Jiansu
Xu Qi Chang
Lie You Zhen
 
 
Zhao Lin Yan
Han Ming Nan
Kang Shao Yuan
 
Zhang Ji Xiu
Li Wen Bin
 
 
Fu Zhong Wen
Cu Rong Xiang
Li Fu Mei (W)
Shao Shan Kang
Ma Yue Liang
Qian Yuan Ze
Wang Jin Bao
Feng Gui Zhou
Fei Yu Xia
Zhenjiang Anhui Fujian Jianxi Shang Do Ng
Peng Liang Mang
Chen Bang Di
Wang Chang Kai
Xu Shu Zhen
Guo Xing Je
Yang Ren Tao
Hong Zheng Fu
Zheng Nei Liang
Gao Jia Min
Chen Si Tan
Liu Xue Shi
Chen Chun Ming
Xu Jin Min
Zhu Yong Fu
Niu Huai Le
Gao Huan Bo
Wang Shen Yi
Henan Hubei Hunan Guangdong Guangxi
Gu You Yi
Bo Wen DE
Ma Chun Xi
Wang Er Ping
Liang Yi Quan
Chen Zheng Le
Yuan Lin Lin
Wang Bing Sheng
Zhuang Han Sheng
Guo Quan Xao
Li De Zhi
Qin Ke Geo
Qu Han Quan
Cixe Chang Mian
Darg De Qian
He Qiang Liang
Liang Yan Xue
Huang Jian Gang
Zhao Yu Cang
Sichuan Guizhou Yunnan Shaanxi Gansu
Zhao Zi Qiu
Deng Chang Li
Wang Ping
Liu Tai Fu
Li Yi Li
Hong Zhi Ping
He Fu Sheng
Su Zi Fang
Ma Xu Da
Zhao Cheng Jun
Xu Yu Chen
Zhang Tang
Ma Zheng Bang
Hao Xie Ban
Li Shu Hong
Zhang Hong M
Minxia Qinghai Xinjiang  
Jiang Hong Yan
Li Xiao Ping
Yi Gao Fu Fang Ru JI
 
Beijing
(szkoły sportowe)
Shanghai
(szkoły sportowe)
Xian
(szkoły sportowe)
Chengdu
(szkoły sportowe)
Shengyang
(szkoły sportowe)
Zhang Wen Guang
Men Hui Feng
Wang Shi Ying
Zhu Rui Qi
Ma Wie Jun
Zhuang Guan De
Cai Long Yan
Wang Pei Kun
Qiu Pei Xiang
Guo Zhi Yu
Bei Hong Shen
Wen Shu Tian
Xi Yen Tai
Chang Xuan Hai
Peng Yeng
Mu Xiu Jie
Qianwei
(Towarzystwo Wushu)
 
  Chinska Komisja Sportowa
Han Zhi Cheng Wu Jiang Ping
Li Tian Ji
Zhang Shan
Zhang Yu Ping
Xia Bo Hua
Mao Bo Hao

Oryginalny tytuł leksykonu w którym została zamieszczona powyższa lista: "Das Lexikon der Kampfkünste"- Werner Lind (Sportverlag Berlin 2001)

Powrót do spisu treści


SHAOLIN KUNG FU MNICHA SHI YAN ZI
Sławomir Pawłowski

luohan@poczta.wp.pl
Gdyńska Szkoła Shaolin Kung Fu

Shi Yan Zi

Mistrz mnich Shi Yan Zi.

Wprowadzenie

Mistrz mnich Shi Yan Zi reprezentuje 34- tą generację walczących mnichów świątyni Shaolin. Jest uczniem samego przeora Fan Zhang - Shi fu Shi Yong Xin. "Szerzenie kultury Shaolin" w Europie było ich wspólnym planem. Mistrz Shi Yan Zi przygotowywał się do jego realizacji przez kilka lat. W 1998 roku przybył do Londynu, a od stycznia 2001 roku działa już tam instytucja o nazwie "Shaolin Temple U.K", rezydująca we własnym, niezależnym obiekcie. Również od początku tego roku Mistrz Shi Yan Zi wspomagany jest w swej pracy przez swego klasztornego brata mnicha Shi Yan Lei. Zajęcia w "Shaolin Temple U.K." odbywają się sześć razy w tygodniu, dwa razy dziennie, co łącznie daje wymiar około trzydziestu godzin treningów tygodniowo. Zgodnie z aktualnym programem zajęć, nauczane i praktykowane są tam następujące dziedziny:

Atmosfera zajęć jest unikalna, gdyż buddyjscy mnisi w naturalny sposób zachowują się inaczej, niż osoby świeckie. Jest to zapewne efektem ich wieloletniej praktyki. Sposób bycia mnichów działa tonująco na otoczenie. Od swoich uczniów w czasie zajęć wymagają maksymalnego zaangażowania i ciągłej koncentracji. Znajdują jednak również czas na nie pozbawione humoru słowne nauki i wskazówki, często popierane barwnymi opowieściami prosto w wnętrza otoczonego murami klasztoru Shaolin. Dla zobrazowania, pozwalam sobie przytoczyć dwie z nich:

  1. "Nie rozgłaszajcie zbytnio, że ćwiczycie kung fu, gdyż może to prowokować innych do sprawdzania waszych umiejętności i wpędzić was w kłopoty. Nawet sami mnisi nie wiedzą o sobie nawzajem wszystkiego. Przez kilkanaście lat mojego pobytu w klasztorze nie podejrzewałem o ćwiczenie kung fu np. szefa klasztornej kuchni. To bardzo miły człowiek, który w oczach młodych mnichów nie wyglądał na praktyka sztuki walki. Tymczasem, już po moim przyjeździe do Londynu, dowiedziałem się, że ów mężczyzna od wielu lat intensywnie ćwiczy. Informacja ta dotarła do mnie przypadkiem, za sprawą mojego klasztornego brata, który przyjechał tutaj na kilka dni, jako członek grupy pokazowej. Trochę w to nie dowierzałem, więc gdy przyjechałem do Shaolin, postanowiłem przekonać się o tym osobiście. Szef kuchni zgodził się udać ze mną w ustronne miejsce, gdzie zaprezentował mi kung fu na dobrym poziomie, w dodatku styl, którego sam nie znam".
  2. Tłumacząc uczniom zasady właściwego zakorzeniania stóp, Mistrz Shi Yan Zi powiedział kiedyś:
    "Starajcie się chwytać podłoże stopami. W Shaolin są mnisi, którzy specjalizują się w chwytaniu podłoża stopami. Z czasem robią to tak skutecznie, że każdy z nich może stawić opór kilku dorosłym mężczyznom nie ruszając się z miejsca i nie tracąc równowagi"!.
    Po chwili milczenia Mistrz dodał z uśmiechem: "Na mnie jednak tego nie próbujcie, ja jestem dobry jedynie w walce."

Pomimo napiętego rozkładu zajęć Mistrz Shi Yan Zi zgodził się na udzielenie wywiadu dla polskich miłośników kung fu, a także zaproponował pewien rodzaj współpracy z Magazynem.

Grzegorz Lipski

Wywiad z Mistrzem Shi Yan Zi

Pyt.1: Jakie Shaolińskie style Mistrz praktykuje?

Shi Yan Zi: Zasadniczo, całe "Shaolin Kung Fu" to jeden shaoliński styl. W jego ramach praktykuję 72 specjalne ćwiczenia Qigong, walkę "San Shou" oraz niektóre shaolińskie formy.

Pyt 2: Co Mistrz sądzi o nastawieniu europejskich studentów do treningu kung fu?

Shi Yan Zi: Myślę, że wielu z nich mylnie interpretuje dostępną im wiedzę na temat kung fu. Są oni głównie zainteresowani praktyką konkretnych styli, z jednoczesnym pominięciem treningów podstaw. Wolą oni raczej ćwiczyć ruchy, niż pracować nad wydolnością i elastycznością ciała. Kolejnym problemem jest ich chęć ćwiczenia jak największej liczby różnych stylów. Wielu praktyków uważa, że większa liczba praktykowanych systemów przyniesie im wyższe umiejętności. To błąd! Nie ma na to czasu. Uczeń powinien skoncentrować się na jednej rzeczy, w przeciwnym wypadku straci koncentrację. Poza tym, życie na "Zachodzie" różni się od życia w Chinach. W Europie ludzie są bardziej wolni i niezależni. W Chinach, jeśli mam uczniów, to znam ich dobrze. Kontroluję to, co robią, znam ich charaktery. Kiedy znam ich charaktery, mogę zacząć ich uczyć kung fu.

Pyt 3: Jak długo Mistrz planuje pozostać w Londynie?

Shi Yan Zi: Chcę zostać tutaj naprawdę długo, może nawet przez większą część mojego życia. Jeżeli nasze angielskie Centrum Shaolin Kung Fu rozwinie się i harmonogram zajęć się powiększy, to najprawdopodobniej w większej mierze będę zajmował się sprawami organizacyjnymi, niż nauczaniem. Nauczać jednak będę i tak. Lubię dzielić się moim doświadczeniem z uczniami.

Posążek Bodhidharmy

Posążek Bodhidharmy stojący na ołtarzyku
w holu "Shaolin Temple U.K".

Pyt 4: Porozmawiajmy teraz o Buddyźmie. Dlaczego Buddyzm Ch'an jest ważny na drodze kung fu?

Shi Yan Zi: Praktykę kung fu powinieneś rozpocząć od "odnalezienia" i poznania swojego charakteru. Medytacja jest dobrym sposobem na to. Praktyka kung fu przemienia twój charakter: Jeśli twoje kung fu jest bardzo dobre, z czasem i twój charakter stanie się bardzo dobry. Patrząc na mistrza kung fu lub buddyjskiego mnicha, z pewnością dostrzeżesz jego spokój i wyciszenie. Taka osoba pozostaje opanowana nawet w obliczu śmierci. Czemu zawdzięcza ten spokój? - Właśnie buddyjskiej filozofii Ch'an.

Zasadniczo, ludzie uczą się kung fu najczęściej dla samoobrony lub rywalizacji sportowej. Sytuacja, w której będziesz zmuszony użyć kung fu w celu samoobrony, jest zazwyczaj bardzo niebezpieczną sytuacją. Jest niezwykle ważne, abyś w takim momencie zachował spokój. Jeśli nie będziesz rozumiał filozofii Ch'an, nie uda ci się to, nie będziesz również w stanie wykorzystać i użyć wszystkich swych umiejętności. Co więcej - przestraszony i zdenerwowany , mógłbyś całkowicie stracić zdolność do samoobrony. Jednak, jeżeli twoje kung fu będzie na naprawdę wysokim poziomie, pozostaniesz spokojny i będziesz mógł użyć całej swej mocy. Co jest przyczyną strachu i zdenerwowania? Może nią być perspektywa zranienia lub śmierci. Jednak umrzeć możesz także z powodu choroby, lub jeśli będziesz miał pecha, to np. w wyniku wypadku. Wszyscy jesteśmy śmiertelni, a przyczyn śmierci jest nieskończenie wiele. Wie o tym każdy. Nie można przewidzieć chwili śmierci, jak również niemożliwe jest dokładne wyreżyserowanie życia. Nie ma więc powodów do strachu. Gdy to zrozumiesz, będziesz w stanie zachować spokój w każdej sytuacji. Łatwo się o tym mówi, lecz do prawdziwego zrozumienia potrzebna jest praktyka i nauka Ch'an. Oto relacja między kung fu i Ch'an. Prosta relacja.

Buddyzm jest w swej naturze bardzo cichy, a medytacja nie wygląda ekscytująco, natomiast kung fu jest wyrażane poprzez różnorodne ruchy, przez co jest niejednokrotnie bardzo widowiskowe i ekscytujące. Gdy ktoś praktykuje Ch'an, "zewnętrznie" dostrzeżesz tylko jego wyciszoną i spokojną twarz, nie możesz bowiem ujrzeć jego umysłu, który jest w tym czasie mocno zajęty, dążąc do przemiany i stopniowo jej ulegając.

Gdy ktoś praktykuje Shaolin Kung Fu, jego ciało będąc w ruchu jest dalekie od wyciszenia, jednak jego umysł w czasie wykonywania ćwiczeń pozostaje cichy i spokojny. Umysł musi być wyciszony i skoncentrowany, by móc w pełni kontrolować ruchy ciała.

Mistrz Shi Yan

Mistrz Shi Yan Zi przy buddyjskim ołtarzyku w "Shaolin Temple U.K".

Pyt 5: Co specjalnego ma w sobie Ch'an? Co różni go od innych szkół buddyzmu?

Shi Yan Zi: Buddyzm jest zawsze tym samym, chociaż jest podzielony na pięć nurtów. Buddyzm Ch'an jest sercem całego buddyzmu. Podobnie jest w kung fu: zaczynasz się go uczyć od "poznania jego serca". To wszystko, co mogę powiedzieć.

Pyt 6: Czy Muzułmanin lub Chrześcijanin może być dobrym buddystą?

Shi Yan Zi: Każdy człowiek, bez względu na religię, może być buddystą.

Pyt 7: Czym jest medytacja?

Shi Yan Zi: Medytacja, to jedna z dróg studiowania buddyzmu. Dróg jest wiele. W kung fu jest również wiele koncepcji nauczania. Np. moja koncepcja polega na tym, aby najpierw uczynić ciało elastyczne i poprawić jego wydolność. To podstawowa i zasadnicza idea mojego nauczania. Niektórzy mistrzowie najpierw uczą sposobów kształtowania wewnętrznej mocy, a dopiero potem rozwijania siły zewnętrznej, inni natomiast czynią odwrotnie. Metodyka nauczania zależy również od różnych talentów samych uczniów. Medytacja Ch'an jest jedynie jedną, bardzo zwyczajną, drogą praktykowania buddyzmu. Podczas medytacji najpierw powinieneś się skoncentrować, a następnie zogniskować swój umysł na jednym pytaniu, np.: "Jaka jest moja prawdziwa natura ?", " Skąd się biorą moje problemy ?", lub "Dlaczego nie mogę być zawsze szczęśliwy ?". Gdy zaczniesz odpowiadać na jedno pytanie, pojawi się wiele innych pytań, na które również będziesz musiał sobie odpowiedzieć.

A wszystko to po to, byś mógł zrozumieć siebie i swoje życie, gdyż buddyzm jest filozofią życia.

Mistrz Shi Yan Mistrz Shi Yan

Mistrz Shi Yan Zi przy ołtarzyku Buddy w "Shaolin Temple U.K.".
Zapalenie kadzidła i złożenie pokłonu przed posągiem Buddy
są wyrazem szacunku i oddania idei buddyzmu.

Pyt 8: Czym jest "Da Li Jing Gang Gong" i co go wyróżnia wśród innych rodzajów Qigong' u? Dlaczego Mistrz go wybrał i zdecydował, by właśnie tego systemu nauczać swoich uczniów?

Shi Yan Zi: "Da Li Jing Gang Gong" stanowi podstawę shaolińskiego Qigong'u . Praktyka tego systemu pozwala ćwiczącemu zrozumieć mechanizm "pracy Qi" we wnętrzu jego ciała, w zależności od wykonywanych przez niego ruchów. Ten typ Qigong'u buduje siłę zewnętrzną, moc wewnętrzną oraz potencjał Qi, łącząc je w jedną spójną całość. Właśnie z tych powodów uczniowie powinni praktykować ten qigong. Pomoże to im w przyszłości opanować bardziej zaawansowane kung fu.

Pyt 9: Jak stara jest ta forma?

Shi Yan Zi: Shaolińskie kung fu zawiera mnóstwo przeróżnych form. Niestety, nie wiem dokładnie, jak stara jest ta forma, lub np. forma "Xiao Hong Quan"(Mała Forma Czerwonej Pięści). Obie są oryginalnymi formami z Shaolin, którego historia i kultura liczą sobie 1500 lat.

Mistrz Shi Yan Mistrz Shi Yan Mistrz Shi Yan

Mistrz Shi Yan Zi wykonujący technikę "Dan Feng Chao Yang Shi" z miękkiej formy "Rou Quan".

Pyt 10: Kolejne moje pytanie dotyczy "miękkiej" formy "Rou Quan". Dlaczego nie jest ona tak popularna, jak np. wcześniej wspomniana "Xiao Hong Quan"?

Shi Yan Zi: Jest tak dlatego, gdyż "Rou Quan" jest systemem "wewnętrznym", przez co zaledwie kilku ludzi naraz może się go uczyć. W klasztorze Shaolin niewielu mnichów fascynuje się tym systemem. Większość z nich jest bardzo młoda i preferuje głównie style "zewnętrzne" lub "Siedemdziesiąt Dwa Ćwiczenia Specjalne Twardego Qigong". Takie systemy, jak "Rou Quan", ćwiczone są gównie przez zaawansowanych mnichów, zawsze uczących się i doskonalących wyłącznie bardzo wartościowych rzeczy.

Pyt 11: Czy istnieją jakieś powiązania pomiędzy "Rou Quan" a stylem "Chen taijiquan"? Dla biernego obserwatora oba systemy mogą się wydać bardzo podobne. Wiadomo przecież, że wieś Chenjiagou, w której stworzono i rozwinięto styl Chen taijiquan oraz klasztor Shaolin, są położone niedaleko siebie.

Shi Yan Zi: Nie znam dokładnie historii Chen Taiji, lecz uważam, że nie przypadkowo występują tu liczne powiązania i podobieństwa. W Chinach krąży wiele opowieści o korzeniach stylu Chen taijiquan. Powiada się w nich np., że twórca tego stylu - Zhan San Feng, był niegdyś mnichem klasztoru Shaolin. Przypuszczalnie był on praktykiem twardego Qigong i "Rou Quan". Został on jednak ukarany wydaleniem z klasztoru za złamanie klasztornej reguły. Osobiście przychylam się do opinii, że "Rou Quan" jest najstarszą "wewnętrzną" formą w Chinach.

Pyt 12: Czy w klasztorze Shaolin są praktykowane również inne wewnętrzne formy?

Shi Yan Zi: Na styl "Rou Quan" składa się kilka form, podobnie, jak ma to miejsce w stylu Luohan , który zawiera aż osiemnaście form (tzw. "Rąk Luohan"), stanowiących fundament stylu. Obecnie znam tylko jedną formę "Rou Quan", i właśnie ją praktykujemy w Anglii.

Na terenie klasztoru trudno jest znaleźć mistrza tego systemu. Szczęśliwie, mój mistrz - Czcigodny Przeor Shi Yong Xin przedstawił mnie już mistrzowi Rou Quan, który wyraził zgodę, by mnie uczyć. Niestety, na razie nie mam możliwości odwiedzenia świątyni i dalszego uczenia się tego systemu. Jednakże, praktykując nawet tę jedną formę, można czerpać znaczne korzyści.

Przeor Shi Yong Xin

Czcigodny Przeor Shi Yong Xin (w środku) wraz ze swymi dwoma uczniami
- "ambasadorami" Shaolin Kung Fu w świecie:
Shi Yan Zi (po lewej) nauczającym w Anglii i Shi Guo Lin (po prawej) nauczającym w U.S.A.
Zdjęcie pochodzi z okolicznościowego albumu wydanego przez klasztor Shaolin
z okazji wyboru mnicha Shi Yong Xin na stanowisko przeora tej świątyni.
Zdjęcie wykonano w Pawilonie Przeora, w klasztorze Shaolin.

Pyt 13: Jakie przeszkody musi pokonać uczeń, zanim zacznie uczyć się walczyć?

Shi Yan Zi: Walka, to bardzo poważna sprawa. Kiedy uczysz się walczyć, nie chcesz paść ofiarą wypadku i odnieść jakiejkolwiek kontuzji. Dlatego też, praktyk musi najpierw uczynić swe ciało elastycznym i silnym, a wówczas nie przysporzy mu ono wielu problemów. Jeśli uczeń nie jest jeszcze gotowy, gdyż nie posiada odpowiednich umiejętności samoobrony oraz wystarczającej siły, a zaczyna brać udział w poważnych walkach, najprawdopodobniej odniesie kontuzję, lub ją spowoduje u swojego sparring partnera. Zwykle osoba taka i jej oponent, mają wiele wypadków i odnoszą sporo urazów. Czasami kontuzja jest trwała, i w jej wyniku człowiek cierpi do końca swojego życia. Z pewnością nikt by nie chciał odnieść takiego urazu. Naprawdę dobry mistrz jest odpowiedzialny i dba o swoich uczniów. Najpierw doprowadzi on ich umiejętności do wysokiego poziomu i dobrze przygotuje ich ciała do walki, aby nie były podatne na kontuzje. Będą oni w pełni panowali nad swymi poczynaniami, służącymi nie okaleczaniu, lecz kontroli przeciwnika i sytuacji, co w efekcie doprowadzi ich do zwycięstwa. Tym sposobem walczący stanie się zwycięzcą, a nie zabójcą.

Pyt 14: Czy w klasztorze Shaolin uczeń ma tylko jednego mistrza?

Shi Yan Zi: Uczeń ma tylko jednego mistrza, lecz jeśli chce się uczyć również czegoś innego, może za jego wiedzą skorzystać z pomocy innego nauczyciela. Często jest nim brat klasztorny jego Shi Fu.

Mistrz Shi Yan Mistrz Shi Yan Mistrz Shi Yan

Mistrz Shi Yan Zi wykonujący jedną z technik formy "Shaolin Xiao Hong Quan"
(shaolińskiej formy Małej Czerwonej Pięści).
Ruch ten występuje także w jednym z ćwiczeń "Shaolin Ji Ben Gong".

Pyt 15: Kto wybiera styl praktykowany przez ucznia?

Shi Yan Zi: Zwykle mistrz, który widzi specyfikę uzdolnień swego ucznia i sugeruje mu, czego powinien się uczyć.

Pyt 16: Czy Mistrz praktykuje styl "Shaolin Luohan Quan"?

Shi Yan Zi: Tak, znam i ćwiczę kilka form tego stylu.

Pyt 17: Jakie są zalety tego stylu?

Shi Yan Zi: W jego skład wchodzi między innymi osiemnaście form, odpowiadających osiemnastu charakterom, osiemnastu różnych osób.

Pyt 18: Jakie jest zdanie Mistrza na temat "Brazylijskiego Ju Jutsu"?

Shi Yan Zi: W walce "jeden na jednego" ten typ umiejętności jest dobry. Należy jednak pamiętać, że Shaolin Kung fu zawiera w sobie wszelkie możliwe techniki, w tym również zapaśnicze. "Brazylijskie Ju Jutsu" preferuje chwycenie przeciwnika i nieprzerwaną walkę w zwarciu, aż do ostatecznego zwycięstwa. Co się jednak stanie, gdy osoba walcząca zgodnie z tą koncepcją, będzie zmuszona walczyć z kilkoma przeciwnikami naraz? Czy nadal będzie się trzymała tej koncepcji? Strategia Shaolin Kung Fu zakłada, aby w trakcie walki w bardzo bliskim dystansie, odrzucić lub powalić przeciwnika na ziemię. Gdy to uczynisz - zostaw go, nie dotykaj go, nie zajmuj się nim więcej, ponieważ następni przeciwnicy właśnie cię atakują!

W tej sytuacji musisz mieć wolne ręce, zawsze gotowe do walki z każdym oponentem. W obecnych czasach sytuacja zmuszająca człowieka do samoobrony rzadko stawia przed nim tylko jednego napastnika. Broniący się ma tylko sekundę na znokautowanie pojedynczego agresora, przejęcie kontroli nad sytuacją i w dalszej perspektywie na wygranie całej walki. To istotna różnica.

Pyt 19: Jaka jest opinia Mistrza na temat stylu Ving Tsun?

Shi Yan Zi: W Chinach styl Ving Tsun znany jest, jako "Yun Quan". Ostatnio liczne odmiany systemu Yun Quan są bardzo popularne na "zachodzie". Jestem tutaj (tzn. w Anglii) od ponad trzech lat, i widziałem wielu jego praktyków. Widziałem zarówno tutejszych uczniów, jak i mistrzów tego stylu. Większość z nich wprowadzała mnie w zakłopotanie , ponieważ nie wykonywali oni ćwiczeń "rozciągających". Ich ciała nie były elastyczne, a ruchy zwinne. Nie spotkałem dotąd naprawdę dobrych uczniów ani mistrzów tego stylu.

Spotkałem natomiast wiele osób opowiadających mi o zaletach Yun Quan. Nie mogę się zatem generalnie wypowiadać na temat tego systemu, lecz jedynie na temat tego, co widziałem. Moim zdaniem, brak elastyczności ciała, w dużej mierze ogranicza praktykowi swobodę użycia swych umiejętności.

Wielu adeptów Yun Quan fascynuje się osobą Bruce Lee, który uczynił ten system popularnym. Warto jednak pamiętać, że Bruce Lee swą edukację w kung fu jedynie zaczął od stylu Yun Quan, lecz nie był to jedyny styl, jaki praktykował. Przestudiował on wiele dyscyplin sportu, zajmował się boksem, kulturystyką i szermierką, odbył także podróż do Shaolinu w poszukiwaniu korzeni i filozofii kung fu. Wnikliwie studiował on wiele sztuk walki, a później sprawdzał je w czasie sparringów. Właśnie dlatego nazwał on swój styl "Jet Kune Do". Nie twierdził, że jego stylem jest Yun Quan, ponieważ nie był to Yun Quan. Był to już nowy styl, z własną filozofią. Ludzie ćwiczący Yun Quan, twierdzący, że praktykują styl walki Bruce Lee, są w błędzie.

Pyt 20: Istnieje powiedzenie, że "lepiej jest szukać dobrego mistrza przez dziesięć lat, niż przez ten okres ćwiczyć u złego"...

Shi Yan Zi: Oczywiście.

Sala treningowa Mistrz Shi Yan

Sala treningowa "Shaolin Temple U.K." (fot. po lewej)
oraz Mistrz Shi Yan Zi wykonujący ruch "Dan Feng Chao Yang Shi" (fot. po prawej).

Pyt 21: Jak więc rozpoznać dobrego mistrza?

Shi Yan Zi: Przede wszystkim musisz zobaczyć, czy jest to osoba odpowiedzialna, czy odpowiada za swoich uczniów. Czy uczy ich tego, czego oni chcą, czy też zgodnie z właściwą drogą. Czy pomaga im budować silny fundament, ucząc najpierw pewnych prostych ćwiczeń, czy też uczy mnóstwa słynnych technik, używając przy tym atrakcyjnych haseł, typu: "jutro nauczę cię formy żurawia, a potem "żelaznej koszuli", itd. Nauka kung fu zajmuje wiele czasu. Nikt nie opanuje w ciągu kilku dni techniki, która powinna być doskonalona przez miesiące. Prawdziwy mistrz powinien kształcić charaktery swych uczniów, uczyć ich szacunku do kultury, do innych uczniów, do mistrza, do osób starszych i młodszych, a także do dzieci. Powinien uczyć moralności i dobrych manier.

Pyt 22: Co Mistrz mógłby doradzić uczniom, chcącym w przyszłości zostać mistrzami?

Shi Yan Zi: Jeżeli uczeń chce w przyszłości zostać Shi Fu (takiego terminu używamy w Chinach), powinien zgromadzić duże doświadczenie w nauczaniu kung fu oraz w jego filozofii. Powinien mieć tyle doświadczenia, by być skutecznym w nauczaniu, znajdując zawsze najlepszy sposób do nauczenia konkretnej umiejętności. Najpierw musisz ćwiczyć, aby zebrać doświadczenie. Nie czekaj na to, aż twój mistrz pokaże ci wszystko. Cokolwiek ćwiczysz, powinieneś doprowadzić to do bardzo wysokiego poziomu. Wtedy zrozumiesz, dlaczego twój mistrz jest mistrzem. Zrozumiesz, że u podstawy mistrzostwa leży bardzo ciężka praca. Nieprzerwana praca, dzięki której wie on, jakie sposoby nauczania są dobre, a jakie złe.

Pyt 23: Co Mistrz mógłby doradzić entuzjastom Shaolin Kung Fu, którzy nie mają możliwości uczenia się u shaolińskiego mnicha?

Shi Yan Zi: Również w Chinach nie każdy uczeń ma możliwość uczenia się u mnicha z Shaolin. Zasadniczo, ci, którzy znajdują dobrego nauczyciela, są szczęśliwcami. Mogą oni się uczyć u niego, bez względu na to, czy jest on mnichem, czy też nie. Fakt, że nauczycielem jest mnich z klasztoru Shaolin, wcale nie gwarantuje wysokiej jakości przekazu. Niektórzy mnisi nie prezentują wysokiego poziomu w kung fu, gdyż ich główną dziedziną wiedzy jest filozofia buddyjska. Ludzie, którzy myślą, że shaoliński mnich może wszystko, są w błędzie. Wielu mnichów nie ma doświadczenia i kwalifikacji do nauczania kung fu.

Niektórzy z nich w ogóle nie znają kung fu, poza zestawem ćwiczeń zdrowotnych. Szukając mistrza kung fu, należy zawsze zachować ostrożność. W razie braku pewności, uczeń może spędzić pewien okres czasu w danej szkole po to, by poznać mistrza i jego pochodzenie, a także jego uczniów. Znalezienie dobrego Shi Fu nie jest sprawą prostą i z reguły zajmuje nieco czasu.

Pyt 24: Czy Mistrz mógłby coś powiedzieć polskim czytelnikom tego wywiadu ?

Shi Yan Zi: Jako, że jest to mój pierwszy kontakt z praktykami kung fu w Polsce, chciałbym im przekazać bardzo prosty komunikat: Jestem gotów udzielić osobom zainteresowanym odpowiedzi na każde ich pytanie związane z kung fu. Każdy, kto chce, będzie mógł napisać do mnie po angielsku list na adres "Shaolin Temple United Kingdom"w Londynie, gdzie nauczam, bądź też przesłać do mnie e-mail. Osobiście mam złe zdanie na temat większości anglojęzycznych czasopism o sztukach walki. Reklamują one bowiem wszelkie możliwe szkoły i idee, zamiast jedynie tych dobrych i właściwych. Uważam, że względy ekonomiczne nie zwalniają wydawców od odpowiedzialności za nakierowywanie swych czytelników na niewłaściwą drogę. Zgodnie z moją deklaracją, każda zainteresowana osoba już niedługo będzie miała możliwość uzyskania informacji bezpośrednio ode mnie.

Grzegorz Lipski: Dziękuję za tę wspaniałą propozycję oraz za udzielenie wywiadu.

Shi Yan Zi: Proszę bardzo.

Shi Yan Zi

Mistrz mnich Shi Yan Zi - wielokrotny zwycięzca zawodów w walce "San Shou".
Zdjęcie pochodzi z albumu p.t. "Shaolin Kung Fu", wydanego przez klasztor Shaolin.

Adres korespondencyjny do Mistrza Shi Yan Zi:
 
Master Shi Yan Zi
Shaolin Temple U. K.
207 a Junction Road
London N 19 5 Q A
ENGLAND

Adres strony internetowej szkoły Mistrza Shi Yan Zi: www.shaolintempleuk.org. Jest to obszerna, bogato ilustrowana zdjęciami strona www.

Wywiad z Shi Fu Shi Yan Zi przeprowadził w lutym 2001 roku, w "Shaolin Temple United Kingdom" w Londynie Grzegorz Lipski.
Zdjęcia - Grzegorz Lipski oraz z albumów wydanych przez Klasztor Shaolin.
Pytania do wywiadu ułożyli: Grzegorz Lipski i Sławomir Pawłowski.
Opracowanie: Sławomir Pawłowski.
Wszelkie prawa do wywiadu oraz zamieszczonych w nim zdjęć - zastrzeżone.
Treść wywiadu została autoryzowana przez Mistrza Shi Yan Zi.
Wszelkie uwagi lub pytania związane z artykułem prosimy przesyłać do:
- Grzegorza Lipskiego na adres: niemalipy@hotmail.com
- Sławomira Pawłowskiego na adres luohan@poczta.wp.pl

Gdynia 2001-06- 12

Powrót do spisu treści


Prezentacja styli

CHA QUAN - MUZUŁMAŃSKA "DŁUGA PIĘŚĆ"
Sławomir Milczarek

mantis@firma.pl

Cha Quan (czyli poszukująca, sprawdzająca pięść) jest jednym z najpopularniejszych styli w północnych Chinach a szczególnie w prowincji Shandong. Historia powstania stylu Cha Quan sięga czasów dynastii Tang (618-907). W Guanxian (obecnie prowincja Shandong) przebywał wówczas młody generał Hua Zongqi. Kurował się on tam z ran odniesionych podczas walki. Po całkowitym wyzdrowieniu i rehabilitacji postanowił on z wdzięczności nauczyć swoich opiekunów swojej sztuki walki czyli Jiazi Quan ("boks ramowy"). Ponieważ Hua posiadał bardzo dobre umiejętności w gong fu i uczył szczerze wielu miejscowych postanowiło zostać jego uczniami. Nie radząc sobie z ilością uczniów Hua poprosił swojego ucznia Cha Yuanyi (Cha Shanyi) o pomoc w nauczaniu.

Styl Jiazi Quan posiada wiele obszernych ruchów i nazywany był Dajia Quan ("boks dużej ramy"). Z drugiej strony zwarte i szybkie techniki nazywano Xiaojia Quan ("boks małej ramy"). Po śmierci Cha Yuanyi i Hua Zongqi zmienili nazwę stylu i postawy i techniki przekazane przez Cha Yuanyi zaczęli nazywać Cha Quan natomiast techniki nauczone przez Hua Zongqi Hua Quan (nie mylić z innym stylem Hua Quan powstałym w czasach dynastii Qing).

Następnie Cha Quan i Hua Quan zaczęto traktować jako jeden styl. Kto był dobry w Hua Quan był dobry także w Cha Quan. Jeszcze później zaczęto używać tylko jednej nazwy Cha Quan.

Styl Hua Quan posiada cztery formy z czego trzy formy to formy "długiej pięści" uważane za śmietankę stylu Jiazi Quan.

Styl Cha Quan posiada dziesięć form ręcznych. Formy Cha Quan to:

  1. Mu Shu
  2. Chien Chuan Sho
  3. Fei Chuei
  4. Sun Pien
  5. Kuan Ton
  6. Mai Fu
  7. Mei Hua
  8. Lian Huan
  9. Long Pai Huei
  10. Chong Chong

W czasach cesarza Qianlong (1736-1795) z dynastii Qing styl Cha Quan został rozdzielony na trzy style znane w hrabstwach Guanxian i Renchong w prowincji Shandong. Styl Zhang Cha Quan reprezentowany przez mistrza Zhang Qiwei z wioski Zhangyin charakteryzuje się szybkimi, zwinnymi oraz zwartymi ruchami i postawami. Styl Yang Cha Quan reprezentowany przez Yang Hongxiu z południowej części Guanxian charakteryzuje się wyprostowaną postawą, łatwością i gracją. Styl Li Cha Quan mistrza Li Enju z Jining jest najbardziej siłowym z trzech wymienionych, ruchy są pełne siły i dynamiki.

Postawy w Cha Quan są praktycznie takie same jak w stylu Qixing Tanglang Quan. Postaw tych jest siedem: gong bu, ma bu, pu bu, heng bu, hu bu, xie bu i ding bu.

Ogólnie mówiąc ruchy w Cha Quan są rytmiczne, pełne gracji aczkolwiek nie pozbawione siły. Siła generowana jest nagle a użycie jej jest bardzo ekonomiczne. Wykonując ruch w tym samym czasie używamy rąk i stóp. Przeróżne triki i ruchy używane w połączonych kombinacjach umożliwiają ciągły atak podczas walki. Obszerne ruchy Cha Quan przypominają Chang Quan czyli tzw. "długą pięść". Dlatego też Cha Quan uważany jest za muzułmańską "długą pięść". Wielu ćwiczących muzułmańskie style gong fu rozpoczyna właśnie od nauki Cha Quan aby następnie przejść do znacznie trudniejszych i wymagających większej siły styli jak Xinyi Quan. Dla dzieci rozpoczynających naukę gong fu zalecane jest zaczynać właśnie od takich styli jak Cha Quan.

wykres

Styl Cha Quan rozwinął się wśród muzułmańskiej mniejszości Hui w wielu prowincjach Chin (między innymi Shandong, Hebei, Henan). Wśród najbardziej znanych mistrzów stylu Cha trzeba wymienić Wang Ziping (1881-1973) urodzonego w hrabstwie Cangxian (Hebei) ucznia mistrza (imama) Yang Hongxiu z prowincji Shandong. Znanego z błyskawicznych i wściekłych ataków dzięki, którym wygrał wiele pojedynków.

Jednym z mistrzów, którzy na Olimpiadzie w Berlinie w 1936 roku zademonstrowali chińskie wushu był mistrz stylu Cha Quan. Tym mistrzem był Zhang Wenguang przedstawiciel narodowości Hui z prowincji Henan.

Ten krótki artykuł chciałbym poświęcić pamięci mojego przyjaciela mistrza Fan Chunhe z Jinan. Wieloletniego sekretarza generalnego Organizacji Wushu w Shandongu na którego zaproszenia kilkukrotnie przebywałem w Chinach. Mistrz Fan był oczywiście mistrzem stylu Cha, zmarł nagle na zawał serca dwa lata temu.

Fan Chunhe

Mistrz Fan Chunhe.

Powrót do spisu treści


Mi Zong Quan

SEKRETNY STYL W POLSCE
Marek Flisikowski

Artykuł został udostępniony przez Tomasza Zawidzkiego (tomaszkf@poczta.onet.pl)

Każdy z nas rozczytywał się w książkach o przygodach Robin Hood'a. Teraz ogląda się filmy. Nie wielu jednak wie, że analogicznie jak w kulturze europejskiej, tak i w kulturze chińskiej egzystuje podobna postać. Człowiekiem tym jest Yan Qing z powieści pt. "Opowieści znad brzegów rzek". Podobnie jak Robin Hood miał swoją bandę w Sherwood, tak i Yan Qing miał ją na górze Ling Po Shan. Obu znano jako dobrych rozbójników i banitów. Obaj byli też łucznikami, lecz Yan Qing miał pewną przewagę nad swym europejskim odpowiednikiem. Stworzył on bowiem Yan Qing Shen Chwei - Magiczną pięść Yan Qing'a. Jest to styl prosty, będący bardzo zwodniczym w swej prostocie. Korzenie stylu sięgają Hrabstwa Cang Zhou w Chinach. Styl Yan Qing Quan figuruje również pod nazwą Mi Zong Quan (Zaginiony Szlak, Zagubiony Ślad, Sekretny Styl), gdyż uczniowie Yan Qing'a utrzymywali twórcę stylu w tajemnicy. W czasie swoich badań odnalazłem około dwudziestu sposobów zapisu Mi Zong Quan. W samych Chinach gniazdem Mi Zong jest miasto Cang Zhou. Styl ten posiada wiele gałęzi. Kompletna wersja zawiera od trzech do stu form. Wyróżnić możemy formy pustej dłoni, z bronią i w parach.

W czasach dynastii Ming nie mówiło się o tym, czy o tamtym stylu. Nie mówiło się nawet o tej, czy innej szkole. Reprezentowało się po prostu danego nauczyciela. Ćwiczyło się Wu Shu, Kung Fu, Fu Qi itp. D